Właśnie czytasz
Ciekawostki, Nonsensowne wpisy, soliloquia

Sen o Warszawie

Pytają mnie czasem życzliwi mi ludzie „i jak ci tam w Warszawie?”. Pytają z obawy, znając upodobania me i awersje. Liczą chyba na zwyczajowo ponure oraz tragiczne „jakoś leci”. Tymczasem odpowiedź jest inna.

Maluszek

Maluszek

Nie znam jeszcze stolicy. Tak naprawdę jeszcze jej nie zwiedziłem, nie zobaczyłem zbyt wiele. Z wiekiem staję się coraz bardziej domatorem i choć czasem kusi, aby po prostu „wyjść na miasto”, to czekam, aż przejdzie. Utwierdzam się w przekonaniu, że miejsce do życia to coś takiego, że nie trzeba go znać. Wystarczy je rozumieć. Odrobina wiedzy o tym, gdzie się żyje, jest co prawda konieczna, ale o wiele cenniejsze jest instynktowne, intuicyjne poczucie świadomości siebie w danym miejscu.

Ja oczywiście Warszawy jeszcze nie rozumiem, ale już siebie w niej widzę. Jestem przesiadką z autobusa na tramwaj, jestem przesuwającą się pod lampą mgłą, jestem w metrze i czytam o Warszawie sprzed wieku na tablecie. Jestem siedzącym wtedy obok mnie poetą i na swój widok wyciągam zeszyt, zamaszystym ruchem kreślę pierwszy wers wiersza „Żyjemy w cyberpunku”. Jestem ciepłem rozchodzącym się na dnie duszy, gdy orientuję się, że to o mnie, że ja-poeta napisałem o sobie-tableciarzu-siedzącym-obok.

To jest najciekawsze, co mnie dotychczas spotkało w Warszawie – ten poeta, piszący wiersz zainspirowany sytuacją, której ja byłem autorem. Niechby nawet i utwór negatywny z tego wyszedł (nie zdążyłem doczytać, zanim bezczelnie podejrzałem w notatki mężczyzny minęła mi prawie cała trasa i musiałem wysiadać), to zawsze zaskakująco miłe zostać dostrzeżonym za to, że się po prostu jest.

Uwielbiam zaśpiew metra, lubię nocne wracanie z imprezy z żoną. Warszawa cały czas stara się mnie zaciekawić, przytrzymać tutaj, pokazać się. Daje mi więc to, na co jestem wrażliwy, stymuluje mnie. Odnajduję się w sytuacjach nietypowych, z pogranicza absurdu, zachwycam się prostymi obserwacjami wcale nie tak oczywistych rzeczy. Dla przykładu – codziennie widzę prawdopodobnie tysiące samochodów, ale tak naprawdę dostrzegam tylko pomarańczowego malucha stojącego pod moim balkonem.

Wóz przeszedł już na emeryturę, tak jak jego właściciel, ale cały czas jest w użyciu. Staruszek schodzi doń, otwiera i zamyka drzwi, zrzuca liście z maski oraz wyjmuje ulotki zza wycieraczek. Na kierownicę założył blokadę antywłamaniową, co jest tak abstrakcyjne, jak przeurocze. Patrzę na to, a w głowie układa mi się historia człowieka, który przez całe życie odkładał grosz do grosza na studia córek, czy godne życie schorowanej żony, pozwalając sobie jedynie na tego malucha. Ten samochód jest symbolem. Nie wiem, czego, ale czegoś na pewno.

Nie zdecydowałem jeszcze – czy to ja czekałem na Warszawę, czy Warszawa czekała na mnie? To brzmi butnie, zupełnie gburowato, ale to chyba najlepsze określenie. Czuję się oczekiwany, a także czuję, że czegoś właśnie takiego potrzebowałem. Na pytanie postawione we wstępie powinienem zgodnie ze swoim zwyczajem (mam mentalność typowego Polaka-malkontenta) odpowiedzieć, że jak zwykle, po staremu. Tu pierdolnie, tam pierdolnie, jak na wojnie. Tymczasem zaczynam mówić, co mi się tutaj podoba i dlaczego.

Jeszcze nie odnalazłem się w tym miejscu, jeszcze go nie znam, ale już podskórnie czuję się jak w domu. Przyjaciel powiedział mi ostatnio, że wreszcie wyglądam, jakbym się nie dusił. Coś w tym jest, bo odpowiada mi atmosfera tego miasta, jego kulturalne i kulturowe powietrze.

Jeszcze nie wiem za co lubię Warszawę. Jednak już wiem, że ją lubię.

A co do tego, ile o Warszawie wiem na pewno – są tutaj naprawdę, ale to naprawdę (to jest chore!) tłuste gołębie.

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

3 thoughts on “Sen o Warszawie

  1. Jakieś dziesięć lat temu te tłuste gołębie były w Warszawie częścią gołąb-chińczyk-gate. Mówiło się, że są podawane zamiast kurczaków w tzw. barach z kuchnią orientalną. Wtedy to właśnie w mojej okolicy padły chińczyki. Z perspektywy dzisiejszej dominacji kebabów opowieść tę także należy traktować jako bardziej odległe czasy historyczne. Stąd dzisiejsze gołębie niczym już niezagrożone zdążyły się upaść. ;)

    Posted by m. | Październik 31, 2013, 7:26 pm
  2. Trzeba będzie kiedyś zważyć warszawskich i krakowskich tłuściochów. Bo u nas też patrząc czasem na gołębie mam wrażenie, że obserwuję jakieś tuczniki.

    Posted by Paweł Majka | Listopad 7, 2013, 7:59 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: