Właśnie czytasz
Nonsensowne wpisy, Ostrołęka, soliloquia, Twórczość

Dwie drogi

Mam w sobie bardzo dużo ciepła dla młodych autorów, debiutantów oraz ludzi, którzy na starcie wtopili, płacąc za wydanie książki za którą powinni dostać wynagrodzenie (bo przecież wykonali pracę). Często broniłem takich przed okrutną krytyką wypowiadaną przez ludzi o cierpliwości mniejszej niż moja własna, osobista. Doskonale wiem bowiem, że trudno jest napisać coś (cokolwiek), a potem rozbijać twarz o drzwi wydawców, redaktorów, jak trzeba czekać na swoją kolej latami, łudząc się potem, że ktoś o nas usłyszy, zechce kupić, może nawet zrecenzować. To droga, którą (szczerze w to wierzę) trzeba przebyć, aby nauczyć się pokory, wyrobić własny styl, dowiedzieć się, czy na pewno to, co napisałem, jest tym, o czym chciałbym mówić.

Debiutowałem shortem w Magazynie Fantastycznym – tekstem tak tragicznym, że dzisiaj wstyd mi w ogóle komukolwiek o nim przypominać. Żonie nie chciałem go pokazać, a to przecież najbliższa mi osoba. Mam wielką, zapewne płonną, nadzieję, że nikt tego nie przeczytał, a jeśli tak, to wyparł z pamięci. Ja nie mogę dziś patrzeć na to opowiadanie – to w sumie bardzo banalna historia, ale pokazuje, iż po latach podchodzi się do swojej prozy z wielkim dystansem. Słusznym dystansem.

Sądzę, że nie warto iść na skróty.

W mojej rodzinnej Ostrołęce nie mieszka wielu pisarzy, ale na pewno wielu próbuje swoich sił w literaturze, dziobiąc po nocach w klawiaturę komputera, gryzmoląc w kajetach i marząc o nieprozaicznej sławie prozaików. Efekty bywają różne.

Niektórzy poddają się, orientując się, że to nie dla nich. Mam do takich duży szacunek – wiedzą, kiedy złożyć broń. Nie idą na oślep, zatrzymują się nad przepaścią zamiast w nią wpadać. Czasem mi szkoda, bo być może jakiś procent posiada autentyczny talent literacki, tylko nie ma samozaparcia koniecznego do napisania książki.

Innym udaje się coś stworzyć, ale nie opuszcza to szuflady. Ewentualnie nikt oprócz rodziny nie czyta dzieła, bo twórca nie ma śmiałości się nim pochwalić. Tu trochę pukam się w czoło, nie pojmując nic z tej pokrętnej logiki. Raz napisaną rzecz trzeba pokazać komuś kompetentnemu, aby otrzymać rzetelną recenzję. Zdarzyło mi się wyrzucić naprawdę wiele napisanych przeze mnie tekstów, nigdy jednak bez uzyskania opinii. Twórca nie jest obiektywny, nie może być obiektywny – musi zdać się na innych, którzy muszą powiedzieć mu prawdę, którą później trzeba zaakceptować.

Są wreszcie tacy, którym się udaje i wysyłają utwór do wydawcy. Nie mają czasem farta, a czasem talentu. Są takie książki, które się nigdy nie ukazują, a powinny. Nie ma dla nich miejsca na szalonym rynku, trafiają w ręce nieodpowiednich ludzi, bywa w końcu, iż najzwyczajniej w świecie nie dopisuje szczęście. Ja na ten przykład mogłem zadebiutować trzy lata przed moim właściwym debiutem, ale pismo, które tekst mi przyjęło, upadło.

W tej ostatniej grupie osób są też pisarze, którzy podejmują najbardziej ryzykowną decyzję, jaką może autor podjąć – decydują się na wydanie książki za własne pieniądze, w „wydawnictwie”, które zamiast płacić nakazuje sobie płacić za przygotowanie tekstu do druku.

To nie jest naturalna praktyka.

Każdy swój własny krzyż niesie i nic mi do tego, jak kto postępuje. Nie mam monopolu na prawdę, nie jestem też poczytnym autorem. Opublikowałem parę opowiadań, pierwsza książka zostanie dopiero wydana. Jestem nikim.

Ale coś tam wiem.

Jakub Rutka z Ostrołęki postanowił napisać książkę. Kuba jest człowiekiem wszechstronnym i ma w sobie ogromny potencjał. Jego życie kipi od natłoku zajęć – bywa prezenterem, lektorem, robi w radio, przy kabarecie. Do tego mąż i ojciec. Sam uważam się za aktywnego człowieka, związanego z kulturą od bardzo dawna, ale lista moich projektów już jest krótsza niż Kuby. Właściwie to mógłbym się czegoś od niego nauczyć – przebojowości, otwartości na świat. Nie powinienem mu dawać jakichkolwiek wskazówek, kim ja jestem, żeby rad udzielać? Jednak od lat siedzę w biznesie literackim. Sukcesów jako takich nie odnotowałem, choć jakby się uprzeć to finał Futuronauty pod patronatem UJotu powinien robić jakieś wrażenie. To jednak tak naprawdę nic wielkiego. Aczkolwiek staram się być jak najlepszy w tym, co robię.
Gdy przeczytałem, że Kuba chce wydać książkę w „wydawnictwie”, które pragnie, aby to autor pokrywał koszty wydania książki, włosy stanęły mi dęba.

Kubo! W kwietniu pojawił Ci się pomysł na utwór, w maju zacząłeś pisać, skończyłeś w sierpniu. A piszesz jak stary wyga: „Wydawnictwa popularne praktycznie nie wydają debiutantów (…). Najlepiej, gdyby zgłaszali się do nich sami znani autorzy, ponieważ gwarantuje to sukces w sprzedaży. Owszem, można wysyłać manuskrypty i czekać. Pół roku, rok, a nawet dwa, żeby usłyszeć, że niestety, ale nie kwalifikujemy się lub nie dostać w ogóle żadnej odpowiedzi, co jest jeszcze gorsze. Postanowiłem więc nie czekać i nie marnować czasu, tylko wziąć sprawy w swoje ręce i znaleźć wydawnictwo niezależne”.

Kubo! Ty przecież nie czekasz pół roku, roku, ani nawet dwóch. Ty czekasz raptem miesiąc. Jest wrzesień.

Czy w ogóle wysłałeś swój tekst gdziekolwiek? Czy po prostu wpisałeś hasło „selfpublishing” w gugle i wybrałeś pierwszy hit od góry? Czy wiesz, że to wydawnictwo nie jest „niezależne”? Ono jest bardzo zależne – od Twoich pieniędzy. I Tobie podobnym, niecierpliwym twórcom, którzy piszą, odbijają się od wydawców, ale tak zależy im na wydaniu czegokolwiek, że ryzykują własne pieniądze, zwykle popełniając błąd swojego życia.

Nie jesteś Wawrzyńcem Podrzuckim, który może sobie pozwolić na wydanie poza głównym obiegiem. Nie napisałeś kilku książek, szeregu opowiadań, nie pracowałeś z redaktorami, którzy przemaglowaliby Ciebie na wszystkie możliwe sposoby. Jeśli mogę Cię spytać – czy czytał to ktoś spoza rodziny, nie zaangażowany emocjonalnie w Twoje życie? Czy dostałeś szczerą, do bólu szczerą recenzję? Jeśli tak i była ona pozytywna, powinieneś wysłać utwór do prawdziwego wydawnictwa – takiego, które Ci zapłaci. Jeśli dostałeś taką recenzję i była negatywna – dlaczego chcesz wydać tekst mimo tego? Nie wiem, jaka jest prawda – pytam. Nie zakładam niczego. Chciałbym, aby Ci się udało.

Wydawnictwo, w którym chcesz tekst puścić, nie zapewni Ci żadnej reklamy, nie pokryje kraju Twoją książką. Będzie ona dostępna jedynie na stronie wydawcy, nie otrzymasz żadnej recenzji, zejdzie kilka egzemplarzy. Zostaniesz z goryczą porażki. Być może Ci się uda, życzę Ci tego serdecznie. To piękne, gdy krajan zdobywa świat. Znając jednak realia, pozostaję sceptyczny.

Jeszcze kilka słów o tym oczekiwaniu na odpowiedź z wydawnictwa i ciężkim losie debiutantów – moja książka mogła ukazać się kilka lat temu, miałem podpisaną umowę z Fabryką Słów. Naczekałem się na nią bardzo długo i cieszyłem się jak dziecko. Później nastąpił krach rynku i umowa została mi wypowiedziana. To stało się dla mnie impulsem do poprawienia całego materiału. Ponad połowę napisałem na nowo, sporo rzeczy wyrzuciłem, trochę dodałem.

W końcu moja „Ektenia” ukaże się w wydawnictwie Powergraph, a i to tylko w e-booku (co jednak uważam za dobrą rzecz). Nie warto iść na skróty, nie warto się poddawać. Bierz poprawkę na to, iż czytelnicy doskonale wyczuwają fałsz. Wiedzą od czego trzymać się z daleka. Na książkę wydaną metodą selfpublishing będą patrzeć z wyjątkową nieufnością.

Nie traktuj tego wpisu jak mądrzenia się. Nie staram się do Ciebie odnosić z pozycji kogoś wyższego, bo tak naprawdę jedziemy na tym samym wózku. Nie traktuję Ciebie jak konkurencję. Nie jestem Ci nieżyczliwy. Po prostu zdziwiła mnie Twoja decyzja, a że coś na ten temat wiem, staram się dzielić doświadczeniami. Literatury na rynku jest sporo. Wartościowej literatury niewiele. Nie zaniżajmy więc pewnych standardów, bo niedługo wszyscy czytelnicy się od nas odwrócą.

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

One thought on “Dwie drogi

  1. Ja powiem tyle – w 100% się zgadzam i popieram, o.

    Posted by Michał Stonawski | Wrzesień 13, 2013, 8:44 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: