Właśnie czytasz
Ciekawostki, Fantastyka, Horror, Recenzje, soliloquia, Twórczość

30 kilo Krakonu

Strzeszewski_F&SFJeśli ktoś ma nadzieję, że pastwić się będę nad tegorycznym Krakonem, proszę nie czytać tego tekstu. Bo będę słodził. Nie dlatego, że był to konwent doskonały, bardzo daleko było mu do doskonałości. Osobiście jednak nie mam na co narzekać.

Nie będę więc rozpisywał się o sprawie z Mastertonem, już wiele głupot padło na ten temat z każdej ze stron, a ja nie jestem z tych, którzy próbują sobie ugrać coś na cudzym nieporozumieniu, tym bardziej nie znając w ogóle sytuacji. Mastertona widziałem ze dwa razy, przelotem. I to dokładnie wtedy, kiedy o wiele bardziej interesował mnie kufel zimnego piwa oraz towarzystwo zgromadzone przy stole. Nie widziałem, nie wiem, zarobiony jestem. Przepraszam.

Co do organizacji – dość powiedzieć, że nie dano mi żadnego powodu, abym poczuł się źle, choć szum informacyjny był spory, a odpowiadający za konwent zajmowali się kilkoma sprawami naraz, co nie ułatwiało roboty. Pragnę jednak podziękować Toudiemu, który w magiczny sposób manifestował swoje okrutnie brzydkie ciało (ale umysł masz piękny!) zawsze obok, kiedy go potrzebowałem (Toudiego, nie jego ciała), Krzysiowi Piskorskiemu za znakomitą organizację bloku steampunkowego oraz Michałowi Stonawskiemu, że starał się jak mógł, co było widać.

Zanim przejdziemy do rzeczy muszę wyjaśnić, że trudno jest mi pisać o Krakonie. Nie będę więc ubierał tej notki w jakąkolwiek artystowską formę i po prostu wyleję się tutaj w sposób iście chaotyczny. Był to pierwszy konwent, w którym uczestniczyłem niejako od środka, jako zaproszony gość, mam więc emocjonalny stosunek i nie zamierzam tego ukrywać. Było to dla mnie wzruszające przeżycie.
Do dzieła.

Wylądowaliśmy z żoną w piątek i z miejsca zostałem zgarnięty na panel dyskusyjny, jako rezerwowy. Robiłem za Anię Kańtoch, Witek Jabłoński za Magdę Kozak, a Maciek Parowski za siebie, co było zresztą widać. Było śmiesznie, choć ciekawie. Nie mogłem wyzbyć się małej tremy – występować tuż obok Maćka to dla mnie wiele. Niezwykle się cieszę, że na chwilę mogłem zostać Anią Kańtoch (którą serdecznie pozdrawiam) i być tam obok. Nie wniosłem wiele do dyskusji, choć starałem się uzupełniać to, co Panowie powiedzieli przede mną. Mam nadzieję, że jakimś cudem wypełniłem lukę.

Na panelu horrorowym starałem się robić za czarną owcę w gronie czarnych owiec, co wyszło w moim mniemaniu dość szarawo. Nie jestem pisarzem grozy i nigdy nie będę. Wykorzystuję grozę w swojej twórczości, często opieram fabułę na osi horroru, nigdy jednak nie chodzi mi o czystość tego gatunku. Ani żadnego innego. Gdy więc reszta uczestników obierała za cel opisywanie zjawisk czysto-horrorowych, ja zmieniałem perspektywę dostrzegając grozę tam, gdzie jej pozornie nie ma. Na przykład w Odysei Kosmicznej Kubricka.

Głównym punktem piątku była jednak standardowa posiadówka literacka w barze Filutek, gdzie pizza jest gorąca, a piwo zimne, co ułatwia odpoczynek po ciężkim dniu. Spotkałem się wreszcie z ludźmi, których dawno nie widziałem. Nie udało mi się nasycić ich towarzystwem, jak zwykle za krótki czas… Na szczęście niedługo Polcon.

Prawdziwy konwent zaczął się dla mnie w sobotę, kiedy to usilnie z Krzysiem Piskorskim promowaliśmy polski steampunk. A raczej jego narodziny. No ok, poczęcie… Polski steampunk jeszcze nie zaistniał. On dopiero powstaje. Dlatego zdziwiła mnie teza Michała Cetnarowskiego, że steampunk dogorywa, o ile nie zdążył już umrzeć. Być może na Zachodzie, gdzie stał się wypalonym schematem przekształconym w prąd czysto estetyczny, sprowadzony do cosplayu i zachwytu nad goglami noszonymi na cylindrach. W Polsce nie ma zbyt wielu tekstów steampunkowych, a jeszcze mniej osadzonych w polskich realiach.

Podczas paneli (Steampunk PL, ale i następnego o przyszłości steampunku) zastanawialiśmy się więc, czym jest steampunk i czym mógłby być. I znowu nie mogłem zgodzić się z tezą Michała (my się lubimy ze sobą nie zgadzać, co tylko wzbudza w nas chęć konstruktywnej polemiki), który skupił się na odwoływaniu się do steampunku w jego klasycznej formie, to jest wiktoriańskiej scenografii oraz rozwoju technologicznego jako jednego z naczelnych tematów. Jest to dla mnie za wąska definicja gatunku. Kojarzy mi się z naiwnością i jest zbyt sztywna – opisywanie społeczeństwa w epoce pędzącego rozwoju techniki jest tylko jedną z twarzy steampunku.

Tym bardziej, że za technologię, naukę, brano wtedy całkiem inne rzeczy, niż dziś. Obecna była kabała, mistyka, aktywne były loże masońskie. Oprócz technologii rozwijała się również myśl społeczna i filozoficzna. Budowała się świadomość ludu i jednostki. Dodatkowo ta nieszczęsna wiktoriana, ten Londyn w świetle lamp gazowych i konieczna gadżetomania, która zakrywa niedostatki treści, sprowadza problematykę do prostych powieści przygodowych… Ktoś (chyba z widowni) przytomnie zauważył, iż w Polsce w tym czasie sytuacja była diametralnie odmienna, że tutaj w XIX wieku niespecjalnie było się z czego cieszyć. To prawda – trudno nam było się zachwycać dobrodziejstwami techniki w czasach zaborów. Później zaś, za czasów II Rzeczpospolitej, nie pozwoliła na to powszechna bieda, strajki oraz autorytarne rządy pułkowników.

Marzy mi się steampunkowa powieść, która dotyczyć będzie działalności polskich sufrażystek. Marzy mi się więcej punku, mniej tej pary. Chciałbym widzieć za to prawdziwy dym. Gdyby przyjąć bezkrytycznie wywód Michała i za steampunk brać tylko wiktoriańskie opowiastki o szalonych naukowcach wystrzeliwujących z armat rakiety na Księżyc, można by dojść do wniosku, że wszystko poza technologiczną tematyką, podchodzi w steampunku już pod historię alternatywną. Być może to racja, ale czyż steampunk sam w sobie nie jest przede wszystkim historią alternatywną?

Cały dzień upłynął na tego typu rozważaniach. Przypomniałem sobie przy okazji za sprawą Puszona, iż mamy już pierwszy polski steampunkowy produkt eksportowy w postaci systemu RPG Wolsung, który dziś jest także systemem figurkowym, grą planszową, a w planach chłopaki pragną rozszerzyć działalność na polu literackim. Muszę przyznać, że to daje nadzieję, dobrze rokuje. Na tym polu mamy szansę rozwijać się zarówno w klasycznym, jak i tym bardziej punkowym stylu. Możemy poszukiwać własnej, niepodrabialnej drogi w tym zużytym już do końca na Zachodzie nurcie.

Zostałem absolutnie zbudowany wsparciem, jakie otrzymałem na konwencie. Sporo ludzi dowiedziało się o Ektenii, sporo ludzi wysłuchało, co miałem do powiedzenia i dyskutowało ze mną na steampunkowe tematy. Przygotowaliśmy z Powergraphem niecodzienną promocję – 30 kilo Fantasy & Science Fiction (steampunkowy numer z Koleją karną) i specjalnego numeru gazetki promocyjnej Allensteiner Zeitung (numer na Krakon). Rozeszło się pierwszego dnia, w którym otworzyłem karton, czyli w sobotę. Na niedzielną prelekcję o fajce zabrakło egzemplarzy.

Przede wszystkim cieszę się, że znalazłem masę ciekawych ludzi, którzy w inteligentny sposób podchodzą do tego, co lubią. Okazało się, że steampunk to nie tylko kalka, jaką tutaj powinniśmy bezrefleksyjnie kopiować. Warto rozwijać go na swój własny, niepodrabialny sposób. Panele szybko przekształciły się w debaty z widownią. Wszyscy mieli coś interesującego do powiedzenia, w rozmowie wyłaniał się piękny obraz, który jeśli ziści się choć trochę, będzie naprawdę z czego być dumnym. Na razie zwróćcie uwagę na to, co robi chociażby ekipa kapryfolium.pl – młodzi ludzie, pełni zapału, o otwartym umyśle, choć twardej własnej opinii. Z takimi można się czasem nie zgadzać. Nigdy jednak nie należy przestać ich słuchać.

Leniwa niedziela, w której w planach było zwiedzanie z żoną Krakowa oraz prelekcja o fajce w popkulturze, udała się. Niecodzienny temat, niecodzienne hobby i opowiastka o tym w niecodziennych okolicznościach – świetny akcent na zakończenie konwentu.

A potem była już tylko droga na Warszawę, gdzie czekała inna, bardziej prozaiczna rzeczywistość.
Dziękuję Wielki Krakowie!

Fotka pochodzi z kapryfolium.pl

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: