Właśnie czytasz
Fantastyka, Horror, soliloquia, Twórczość

„Gliniana” powieść w Powergraphie

e-bookWydaję książkę. W końcu. Nie wiem, czy na pewno. Uwierzę, jak będę miał ją w łapach.

Ups. Zapomniałem, że nie będę miał jej w łapach. Przynajmniej nie w formie tradycyjnej, papierowej.

Wydaję e-booka.

Tylko e-booka.

Niektórzy właśnie zostali zszokowani, inni machnęli ręką, część jest po prostu rozczarowana. Całą resztę prawdopodobnie to nie obchodzi, a jeśli już, to pomyśleli, że na e-booku tylko stracę.

Pewnie stracę. Co tu dużo kryć, ryzyko jest spore, chociaż procent od sprzedaży więcej niż przyzwoity. Bo to nie jest taki e-book, który może wydać sobie każdy, kto odwiedzi stronę „wydawnictwa”, któremu się płaci za wydanie e-booka. Nie, to zupełnie nie takie wydawnictwo.

To wydawnictwo nazywa się Powergraph, a powieść nosi tytuł „Ektenia”. Dla tych, którym to nic nie mówi – to z glinianego cyklu, do którego należy „Gliniany golem” oraz „Kolej karna” (które zresztą znajdą się w środku jako rozdziały).

Bądźmy szczerzy – jestem do tego cyklu przywiązany. Pisałem go kilka lat. Dopieszczałem każde zdanie, fabułę, intrygę. Rzecz sczytywało kilka osób, bez ich uwag w ogóle by nic nie było. Czytelnicy raczej nie dostrzegli „Golema” (może i dobrze, bo na potrzeby powieści przerobiłem go mocno), aczkolwiek docenili „Kolej”. Rzecz to najpoważniejsza z całej mojej twórczej kariery i najchętniej zobaczyłbym ją w formie staroświeckiej, na papierze.

Nie będzie mi to dane. Rzecz wychodzi tylko w e-booku i choć e-bookowym czytelnikiem stałem się od niedawna (czytam na malutkim smartfonie z Androidem, spokojnie wystarcza, choć i tak kupuję tablet) przez co przekonałem się ostatecznie do cyfrowej formy literatury, to nie zmienia to faktu, że czuję się, jakby amputowano mi kończynę, którą i tak wcześniej wyrwano.

Jednak gdy Kasia Kosik zadzwoniła z propozycją nie wahałem się ani chwili. Decyzja została podjęta w sekundę.

Jestem więc jednym z pierwszych autorów młodej generacji pisarzy fantastyki, który zadebiutuje w długiej formie jedynie cyfrowo.

Czuję palącą potrzebę wytłumaczenia się z tego faktu. Dlaczego tylko e-book? Odpowiedź jest prosta. Proszę przeczytać jeszcze raz akapit powyżej. To jest właśnie odpowiedź.

Bo kto ma podążać za rewolucją technologiczną, jak nie pisarz fantastyki? Ten e-book jest oczywistym przedłużeniem ideologii, jaka przyświeca mi w tworzeniu tego, a nie innego gatunku literackiego. Jest logiczną konsekwencją. Owszem, jest ryzykiem, które być może mi się nie opłaci. Być może będzie moją śmiercią rynkową. A może nie? Mam nadzieję, liczę na to, że czytelnik sięgnie do swojej kieszeni i wymieni równowartość trzech piw w pubie na moją książkę.

To z mojej strony nie jest takie oczywiste, że godzę się na e-booka, a nawet uważam go za ideologiczny krok naprzód w mojej pisarskiej karierze. Mój stosunek do cyfryzacji jest bowiem ambiwalentny. Na tym blogu można znaleźć notkę „E-być czy nie e-być?”, w której rozważam krok po kroku ówczesną sytuację na rynku e-booków w Polsce. Moim głównym argumentem przeciwko wydaniu elektronicznej książki był fakt, że żadne porządne wydawnictwo z prawdziwego zdarzenia nie chciało się podjąć tego kroku. Że nie istniała instytucja redaktora, korektora, etc.

W Powergraphie mam to zapewnione. Nie potrzeba mi więcej, aczkolwiek jest więcej. Po pierwsze cena – odpowiednio niższa. Po drugie dostępność tytułu – wieczna. Nakład nieograniczony. Trzecią zaletą jest brak udziału pośredników przy zakupie. Płaci się autorowi i wydawnictwu. Owszem, będzie można zakupić w internetowych księgarniach, ale wtedy dola dzieli się odpowiednio.

Gdybym wydawał tak książkę za parę lat, miałbym większą pewność, iż wszystko się uda. Teraz nie mam tego luksusu, ale też go nie potrzebuję. Przecieram szlaki. Niewdzięczna rola, ale muszę przyznać, że przyjmuję ją z radością. Jest coś z intelektualnej przygody w tym wszystkim, jakaś przewrotność losu. Jestem raczej człowiekiem o dość sprecyzowanych poglądach, których jednak nie cechuje uporządkowanie. Są na tyle chaotyczne, że właściwie powinny wykluczać się nawzajem, ale coś we mnie je spaja – wewnętrzna paradoksalność będąca moją cechą główną. Krok w stronę elektronicznej książki jest szaleństwem w moim stylu. Bezkompromisowym, czystym wariactwem.

Nie marzę o nieśmiertelności, nie jestem autorem na miarę najlepszych, wrodzony pesymizm podpowiada mi raczej, że jeśli ktokolwiek w ogóle czeka na moje teksty, to raczej ci nieliczni o podobnym duszy rozdźwięku co mój. E-book nie jest formą, którą sobie zaplanowałem, aby wkroczyć na karty literackiej historii. Fakt, od dawna o nim myślałem, ale nie sądziłem, że dany będzie mi zaszczyt przecierania szlaków.

Można rzec – co to za przecieranie, skoro zagranicą jest to już oczywista praktyka, a i w Polsce bywały takie sytuacje? O zagranicy się nie wypowiadam, bo to jakby nie moje podwórko. Żyję na tym konkretnym kawałku podłogi, gdzie cywilizacja pojawia się z opóźnieniem i nic na to nie poradzę. Co do sytuacji tu, na naszym rynku. Dość rzec, że Dawid Juraszek, Agnieszka Hałas, Marcin Przybyłek, Dawid Kain (odważny krok opublikowania świeżynki na BookRage, zresztą znakomitym miejscu, które musicie odwiedzić) czy Romek Pawlak wydawali już e-booki. Problem tych autorów polega na tym, że platforma wydawnicza, która się zaopiekowała ich twórczością, nie jest dla mnie w żaden sposób wystarczająca (oprócz BookRage). Nie spełnia moich wymagań. Porównałbym ją do sklepu z rękodziełem. Nie chcę umniejszać zasług tych ludzi, zrobili kawał dobrej roboty. Po prostu nie jest to coś, czemu ja chciałbym zaufać.

Życzliwi twórcy, od których zbierałem opinie już po podjęciu decyzji, mieli skrajnie odmienne zdania na temat wydawania e-booka. Kilku odradzało, mówiąc wprost, że pozbawiam się z góry jakiegokolwiek wynagrodzenia, bo nikt nie kupi, skoro można za darmo, z jakiegoś gryzonia ściągnąć. Paradoksalnie najciekawsza była jednak wypowiedź autora z nieco starszego niż oni pokolenia. Nie będę ukrywał tu nazwiska, bo powszechnie wiadomo, że się z Jackiem Sobotą znamy i darzymy przyjaźnią. Jacek zresztą był ze mną przy każdym etapie powstawania „Ektenii”, jeszcze wtedy kiedy była po prostu jednym, nieopublikowanym wówczas opowiadaniem. Gdyby nie jego szorstka, męska przyjaźń, którą cenię sobie bardzo wysoko, nie byłbym w tym punkcie, w którym jestem dzisiaj.

Jacek Sobota bardzo krótko stwierdził, z lakonicznością podobną do niego, ale bez cienia zawahania – „oczywiście, że wydawaj”. Nie miał żadnych wątpliwości, nie potrzebował więc moich wyjaśnień. Sam się, głupi, tłumaczyłem, że e-book to przecież oczywistość. Że przecież zaczynałem od Internetu, że byłem pomysłodawcą Creatio Fantastica, że wierzę w Sieć, więc czemu mam nie wierzyć w e-booki. Że wolałbym papier, ale skoro nadchodzi nieubłagalnie rewolucja na rynku, to dobrze jest być w awangardzie. Jacek w ogóle nie skomentował tych wynurzeń. Był przekonany w chwili, kiedy się dowiedział. A przecież jest to facet, który podchodzi do nowych technologii jak pies do jeża. O Sieci jako idei ma zdanie niezbyt przychylne, ale tkwi w nim ten sam dualizm, co we mnie. Publikował przecież w Sieci. W Creatio, w Katedrze.

Mam głęboką wiarę w to, że udanym przedsięwzięciom towarzyszą największe wątpliwości. Koniec końców jednak nie chodzi o e-booka. Chodzi o książkę. Nie o to, czy się sprzeda, bo to żaden wyznacznik sukcesu pisarskiego. Tym się mierzy sukces finansowy. Sukces pisarski nastąpi wtedy, kiedy czytelnik dojdzie do wniosku, że po lekturze „Ektenii” przeżył w swoim życiu coś więcej, niż kilka godzin.

Ja już wiem, że podczas tworzenia przeżyłem przygodę swojego życia. I niech będzie, co ma być.

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

10 thoughts on “„Gliniana” powieść w Powergraphie

  1. Dobry krok. :) Jeszcze ze dwa słówka jakbyś dodał w tekście o książce, bo kilka osób zainteresowanych ebookami na pewno tu zajrzy.

    Posted by darek | Maj 21, 2013, 11:47 am
  2. Nie mogę obiecać, że przeczytam (czas), ale obiecuję, że kupię. Bo w moim interesie emigracyjnego czytelnika polskiej fantastyki leży, coby jak najwięcej e-booków wydawano, to się może na Polconach nie będę czuł zapóźniony czytelniczo ;)

    Posted by Tsiar | Maj 21, 2013, 4:12 pm
  3. Kurcze, Emil, z jednej strony się cieszę i gratuluję, z drugiej… powieść jako e-book… hm. Nie mogę Ci obiecać, że szybko przeczytam, nie mam czytnika – a z ekranu tak sobie się czyta. Niemniej, będę się starał, bo cenię sobie Twoje pisanie :)

    Posted by Michał Stonawski | Maj 22, 2013, 12:13 am
    • Sam czytam długo. Nie lubię szybko czytać. Z natury jestem cierpliwym człowiekiem. Co wyszło przy „Ektenii”, bo przecież pisałem 6 lat, przepisywałem trzykrotnie całą książkę, miałem przecież na nią umowę z innym wydawnictwem, mogła wyjść trzy lata temu. Wyczekałem jednak swoje, akurat kiedy tworzy się wielka luka rynkowa oraz okazja dla samych czytelników. No i sama „Ektenia” na starcie ma wartość dodaną – przekraczanie pewnej granicy. Debiutancka powieść tylko w e-booku.

      Posted by Emil Strzeszewski | Maj 22, 2013, 9:40 am
  4. Jako milosnik tradycyjnej ksiazki i przeciwnik e-bookow, niestety nie przeczytam powiesci, ale zycze powodzenia!!

    Posted by dinozaur | Maj 24, 2013, 4:51 pm
  5. Bardzo dobra decyzja, z całego serca życzę powodzenia :) Trend jest teraz taki, że coraz więcej ciekawych, ambitnych książek polskich autorów, które nie rokują nadziei na duuuże zyski, będzie się ukazywać jako ebooki. A „Ektenię” nabędę :)

    Posted by Agnieszka H. | Maj 27, 2013, 8:09 pm
    • Szczerze życzyłbym sobie zysków Agnieszko, ale pozostaję w napięciu jak to będzie. Ze mną też jest tak, że niespecjalnie mam szansę na recenzję, bo raz, że to jednak e-book, a dwa, że jakoś do tej pory omijano trochę moją twórczość i recenzji nie pojawiało się wiele. Także ten rodzaj reklamy raczej kuluje, ale robię co mogę, aby ludzie dowiedzieli się o Ektenii. Tego jednak nie zrobię bez wsparcia, więc staram się włazić oknami i drzwiami. A że bywam jak słoń w składzie porcelany ;)

      Posted by Emil Strzeszewski | Maj 28, 2013, 10:33 pm

Trackbacks/Pingbacks

  1. Pingback: Nowa powieść Emila Strzeszewskiego | Powergraph - Maj 24, 2013

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: