Właśnie czytasz
Fantastyka, Nonsensowne wpisy, soliloquia, Twórczość

E-być, czy nie e-być?

Cierpię na kompleks „autora niedowartościowanego”. Sporo rzeczy zebrało się na taką sytuację. Miałem umowę na zbiorek – została mi wymówiona z powodów cokolwiek dziwnych. Miałem publikację w jednej z antologii – nie ukazała się. Potem to samo opowiadanie przeszło przez trzy czy cztery pisma, zostało nawet zredagowane do druku – znów czerwone światło. Publikacje, które mam obiecane – przesuwają się w czasie. A piszę cały czas. Nic się nie ukazuje.

Kumpel powiedział mi kiedyś, że ciąży na nim klątwa. Puścił jeden tekst do pewnego pisma – potem magazyn upadł. Puścił kolejny w następnym – znów to samo. Ja mam nieco inaczej, bo zawsze kiedy jestem o krok od publikacji – coś się dzieje i w ostateczności publikacji nie mam. Jeden tekst czeka na druk już sam nie wiem, ile – pięć lat?

Zacząłem więc poważnie zastanawiać się nad alternatywnymi możliwościami publikacji, czyli w tak zwanym „selfpublishingu”, w e-bookach. „Wydawcy”, którzy tak naprawdę nie mają wiele wspólnego z wydawcami, a raczej z hurtowniami utworów, kuszą genialną stawką 50% od każdego sprzedanego egzemplarza (ceny detalicznej, czy też katalogowej, różnie to nazywają). Powstrzymują mnie trzy rzeczy:

1. Wydawanie by-yourself ma to do siebie, że nie stoi za autorem żaden redaktor, ani korektor, który mógłby poprawić to, czego literat nie widzi. Może jestem staromodny, ale dla mnie praca nad tekstem jest ważna. Nie lubię wrzucać nigdzie czegoś, co w jakimś sensie mogłoby być zawstydzające. Bo robię błędy, jak każdy, nawet doświadczony autor i redaktor. Czasem coś pokręcę w intrydze i nie ma mocy, abym sam to dostrzegł. Do tego potrzeba „zewnętrznych” oczu. Nie jestem w stanie zapłacić nikomu za to, by mi dopomógł, a choć mam ludzi, którzy zrobiliby to za darmo, to nie mam tyle tupetu, aby ich o to prosić. Oni też mają swoje życia, swoje rachunki, swoje pustki w portfelu.

2. Rynek e-booków w Polsce to margines. Niby coś tam się świetnie sprzedaje, ale patrząc na statystyki – są to książki, które równie dobrze sprzedają się w formie papierowej. Debiutancka książka w e-booku jest skazana na porażkę. Niech będzie, że kosztowałaby nawet 9 złotych, czyli równowartość dwóch piw w knajpie – kupi i tak niewielu. Po pierwsze dlatego, iż w takiej cenie nie ma co liczyć na zabezpieczenie DRM, czyli będzie piratowana do upadłego, o ile w ogóle ktoś będzie chciał taką drobnicę piratować. Nie wiem, jak Wy, ale ja jak widzę książkę za 9 złotych gdziekolwiek indziej poza antykwariatem, to zapala mi się czerwona lampka ostrzegawcza – „co za rzecz kosztuje tak mało?”. Po drugie – 50% z 9 złotych to 4,50. Żeby mi się opłaciło wydawać takiego e-booka, musiałbym sprzedać około 1000 egzemplarzy. A to raczej niemożliwe. UWAGA NA MARGINESIE: tak, publikacja e-booka jest darmowa, aczkolwiek biorąc pod uwagę ile czasu wkładam w pisanie tekstów, to sprzedanie mniej niż 1000 egzemplarzy jest śmiechem na sali. Średnio tworzę jeden tekst w ciągu pół roku. Jego objętość to około 80-100 tysięcy znaków. Więc potrzeba mi 3-4 takich opowiadań, żeby złożyć książkę. Czyli w najlepszym razie – tracę dwa lata, żeby sprzedać (scenariusz optymistyczny) – 100 egzemplarzy i zarobić 450 złotych. Ok, za prąd mi się zwróci, ale co z tego? O scenariuszu pesymistycznym nie ma nawet co gadać. Poza tym – ile tak naprawdę jest w kraju wielbicieli e-booków? Sądzę, że poza czterocyfrową liczbę to nie wychodzi. Mylę się?

3. „Self-publishing” to dla mnie w ogóle coś niepojętego. Cierpię na ogromną potrzebę wydawania czegoś na papierze. Wydania, dodajmy, staroświecko pojętego, tzn.: wysyłam tekst do wydawnictwa, a te je przyjmuje. Potrzebny jest mi ten pierwszy sukces – żeby ktoś na tym etapie to docenił. Wydanie samodzielnie jest wybiegiem, które być może pozwoliłoby mi nieco więcej zarobić (gdybym miał nazwisko itp.), aczkolwiek zawsze pozostanie mi we łbie świadomość – puściłeś to w e-booku, bo nikt nie chciał wrzucić to na papier. Tak, jestem próżny, w pewnym sensie każdy literat czuje taką potrzebę. Mniej lub bardziej, ale jednak.

Mam mały magazyn tekstów, które mógłbym zebrać w elektroniczny zbiorek, ale koniec końców – nie robię tego. Pisanie jest najszczerszą formą mojej aktywności życiowej. Gdybym poszedł na e-booka, zaprzeczyłbym swoim ideałom. Poczekam więc raczej, aż się ryneczek ów rozwinie. Może zaczną w nim panować normalne warunki. Wtedy – nie powiem nie.

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

One thought on “E-być, czy nie e-być?

  1. Mam podobnie :) Czekam na wydanie już od wieków, parę razy byłam o krok i zawsze się coś działo. Kusili mnie self-publishingiem i e-bookami, a teraz bardzo się cieszę, że się tak nie zeszmaciłam. Jeżeli self, to stuprocentowo self – ja finansuję od początku do końca, i nie e-book, a papierową.

    Niby racja z tym, że „wydajemy sami, bo żadne wydawnictwo nie chciało”, ale z drugiej strony – spójrz, jaki chłam jest wydawany pod szyldem nowatorskości i wspaniałości. Spójrz, jak ciężko się przebić do wydawnictw. Miałam sytuację z jednym takim: napisało, że jest niezmiernie zainteresowane i chętnie wyda moją powieść, ale ze współfinansowaniem. Kwota „współ”-finansowania: 13 tysięcy złotych. Dziękuję, postoję ;)

    Życzę powodzenia i liczę, że może nam obojgu się poszczęści pod szyldem Konturów czy gdziekolwiek indziej :)

    Pozdrawiam serdecznie!

    Posted by Joanna Krystyna Radosz | Maj 1, 2012, 12:53 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: