Właśnie czytasz
Nonsensowne wpisy, soliloquia

Na morświna

Ostatnio bezskutecznie szukam pracy. Tak się poukładało w życiu, że przeprowadziłem się już na stałe do Olsztyna. Wreszcie jestem w mieszkaniu, w którym nie ma nikogo innego oprócz mnie, mojej narzeczonej i kota. Żaden współlokator się nie pałęta. Mam własny kącik do pisania, łóżko będące w stanie mnie pomieścić (a jestem dość wysoki, co zwykle stanowi problem), dostęp do Sieci. Za oknem stawik zwany szumnie jeziorem, wypełniony po brzegi butelkami okolicznych dresiarzy. Po trzeciej w nocy mniej więcej co trzy-cztery dni na pobliskiej ulicy odbywają się nielegalne rajdy samochodowe, co nadaje okolicy kolorytu. Mieszkam na ulicy zawdzięczającej swoje miano pewnemu filozofowi z Królewca, co wzmacnia symbolikę. Sąsiedztwo miłe, spokojne.

Do zabawy w dom potrzebna jest jednak również praca. Mnie co prawda sponsoruje uczelnia, ale co to za sponsoring, skoro jak się okazuje – na testowaniu filmów zarabia się jedną trzecią więcej, niż w moim przypadku. Moja Luba zaś skończyła studia w Ostrołęce i została bakałarką anglistyki bez dalszych perspektyw. W zawodzie nic nie znalazła i prawdopodobnie nic nie znajdzie. Jeszcze problemy powstają przy okazji jej studiów uzupełniających, ale o tym kiedy indziej. Na szczęście – są agencje pracy tymczasowej. Tam dziewczyna znalazła wybawienie. Mnie za to tam nie chcą, bo nie mam jeszcze ustalonego grafiku na październik.

Aby wyżalić się w pełni, muszę wspomnieć, że nie mogę podjąć pracy na pełen etat, bo jeśli to zrobię, stracę bezpowrotnie stypendium doktoranckie. Mogę pracować na pół etatu, bądź na zlecenie, ewentualnie o dzieło. Tak wygląda teoria, praktyka jest zaś taka, że nie mogę pracować nigdzie, bo pracodawcy patrzą na mnie nie jak na rzetelnego, solidnego człowieka, ale faceta, który ucieka od roboty w studia. Poniekąd mają rację. Uważam, że praca uwłacza człowiekowi, ale w jakimś sensie adekwatną za to rekompensatą jest odpowiednio wysoka wypłata.

Nie mogę podjąć pracy poza Olsztynem, bo jeszcze dwa lata przynajmniej jestem tu uziemiony, właśnie ze względu na doktorat. Praca w mediach, wydawnictwach więc także odpada, bo musiałbym robić wszystko zdalnie, a to nie jest w Polsce modne i nie ma wielu takich ogłoszeń. Jak już są – zawsze znajdzie się ktoś inny, co w sumie mnie nie dziwi przy nadmiarze produkowania masowego absolwentów wyższych uczelni.

Jako, że szybko zrozumiałem, że nie mam szans na rynku pracy, postanowiłem działać niekonwencjonalnie. Stworzyłem CV, w którym zamiast mojego zdjęcia wkleiłem fotkę foki. Czekam teraz na jakieś fajne ogłoszenie z wydawnictw. Prześlę im to.

Dlaczego tak? Po pierwsze – mogę sobie kpić. Jednak stypendium doktoranckie daje jakieś możliwości materialne, niewielkie, ale mimo wszystko jakieś są. Po drugie – skoro nie mogę niczego zaoferować pracodawcy, by mi uwierzył, postawię na poczucie humoru.

Wypełniając ankietę w CityBanku w rubryce „O sobie”, napisałem, iż lubię foki, a do wykarmienia mam narzeczoną oraz kota. Zadzwonili. To był pierwszy telefon od bardzo dawna. Oczywiście nie przyjęli, gdy usłyszeli, że nie mogę pracować na pełen etat, ale przynajmniej była ta pierwsza rozmowa. Ktoś się mną zainteresował. To dzięki tym fokom, jak sądzę. CV wyróżniało się na tle innych. Po zastanowieniu doszedłem jednak do wniosku, iż foki nie wystarczą. Powinienem podstawić za nie morświny.

To tyle w kwestii honoru bycia doktorantem. Gdy moja rodzicielka chwali się komuś, że robię doktorat, krzywię się i parskam. Odpowiadam zawsze, że lepiej będzie, jak powie, iż pisuję literaturę. To brzmi może mniej poważnie, niż kariera naukowo-akademicka, ale przynajmniej jest uczciwsze.

Na zakończenie tego wywodu – do jakiej generacji się zaliczam? Do Generacji X? Czy do Generacji Globalnej Wioski? Odpowiem sam sobie – ani tej, ani tamtej. Stoję na rozdrożu, między potęgą wszechobecności natłoku informacji, a totalnym brakiem perspektyw wynikłym właśnie przez wszechobecność informacji. W takiej erze ekspertem jest każdy, kto otworzy gugle. Winien jestem sam sobie. Urodziłem się za wcześnie i za późno jednocześnie. Takie martwe nic wyrzucone na brzeg morza, jak ten morświn ze zdjęcia powyżej.

Zdjęcie pochodzi ze strony http://www.salamandra.sylaba.pl/news/2002/news004.html i jest autorstwa Ryszarda Kretkiewicza

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

5 thoughts on “Na morświna

  1. Niestety (a może i stety?) nie jsteś odosobniony w tym „niebycie”.
    Jednak Ty masz ową swobodę, bo jesteś mimo wszystko na swoim – ja marny kapral nadal toczę pod górkę batalię z nieubłaganym behemotem którym jest: administracja i przepisy kadrowe Wojska Polskiego.
    Co do naszej przyszłości, nie miałem złudzeń co będzie po studiach. Od ponad misiąca szukam roboty bo nie mam zamiaru wracać do magazynu. Ale czego my się spodziewaliśmy? Bład był taki że w trakcie człowiek nie wyczaił rynku i nie dorobił się kilku dodatkowych uprawnień, ale to już lekcja dla tych którzy przyjdą po nas.
    Powiem też że na „ulicy nazwanej po filozofie z Królewca” bywam często, więc jak coś, zapraszam do knajpy jego nazwiskiem nazwanej :)
    Może dla Ciebie nadchodzące dwa lata coś zmienią….

    Posted by Robert | Sierpień 10, 2011, 1:29 pm
  2. O! Do tej knajpki mam dosłownie przez ulicę. Ino kasy brak, bo w innym przypadku to nawet jeszcze dzisiaj by dało radę.

    Ja również nie miałem złudzeń co do tego, co będzie po studiach. Studia niczego mi nie obiecywały i nie mam do nich pretensji. I tak bym na nie poszedł nawet gdybym cofnął czas. Jedyne, co bym zrobił inaczej, to z pewnością nie próbował nawet dostać się na doktorat. Zamknął mi każdą drogę, nawet kredytową.

    A administracja i przepisy kadrowe WP to jest nic w porównaniu z wymysłami komisji rekrutacyjnych. Wierz mi, wiem co mówię. Ale to nie temat na tę okazję.

    Posted by Emil Strzeszewski | Sierpień 10, 2011, 1:35 pm
  3. Hej Emilu, szczęśliwie wychynąłeś z niebytu, bo już miałem wrzucić Twój blogowy link do przechowalni. Skrobnij czasem coś, dobrze się to czyta.
    Czytając Twoje zaprawione lekką goryczą rozważania przypomniały mi się moje własne dzieje z podobnego okresu, tyle że była to jeszcze epoka nie-informatyczna i nie-wolnorynkowa. Dostawałem zapomogę doktorancką przez 4 lata, będąc już żonaty, a w samym środku tego okresu bociek raczył przynieść córeczkę. Chwytałem wtedy tłumaczenia techniczne (opisy patentowe z chemii) i tłukłem po nocach na maszynie dziadka (!). Ale w sumie wychodziliśmy na swoje (żona pracowała za socjalistyczną pensyjkę), a nawet miałem pewną satysfakcję, wyciągając w porywach 2-3 średnie krajowe. Jednak wyliczyliśmy, że na kożuch dla żony musielibyśmy i tak odkładać 30 lat… Los się odmienił, gdy wyjechałem na staż do USA, gdzie mogłem przez miesiąc odłożyć tyle, ile w kraju praojców zarabiałem przez 2 lata, he, he. Ale brało się to z totalnego porąbania walutowego, bo za polską pensyjkę można było za granicą wypić jeno 20 kaw, i to tych tańszych. A potem przyszedł Balcerowicz i znów wszystko sprowadził do właściwych proporcji, także w mojej kieszeni.
    Cóż, doktorat z filozofii nie uczyni Cię figurą na rynku pracy, ale wszak nie o to Ci chodziło. Imając się zajęć tymczasowych przetrwacie te 2 lata, a pewnie kiedyś zaliczycie je do sielskich. Jesteście na swoim, no i ten krajobraz za oknami…

    Posted by Andrzej Zimniak | Sierpień 10, 2011, 8:42 pm
    • Dzięki, Andrzeju, za komentarz. Dobrze wiedzieć, że w każdym czasie i pod każdą szerokością geograficzną występują podobne sytuacje. Inną sprawą jest, że oczywiście o tym wiedziałem, ale człowiek nie odnosi tego na swoje środowisko, póki się nie dowie, że w jego otoczeniu faktycznie to występuje.

      Ja jestem trochę rozgoryczony, to fakt, ale cieszę się, że mam źródło utrzymania, a także dodatkowe zajęcia, które pozwalają mi pozostać w mentalnej formie, pomimo finansowych akrobacji (a to przecież bardzo dużo). Ostatnio stwierdziłem nawet, że gdyby nie te kłopoty, zostałbym w miejscu zapewne. Mam charakter docelowca, automatycznie oczekuję więc również przeszkód. Ale póki widzę cel, podążam. Czasem jednak trzeba znaleźć ujście dla swoich emocji, a jeśli mogę z tego zrobić ot, taki felieton, to czemu nie?

      Tak się składa, że właściwie chwilę po publikacji tego wpisu zawrzała rzeczywistość dokoła mnie, co mocno mnie uradowało. Mogłem zmęczyć się fizycznie i psychicznie starając się, zamiast trawić energię na umartwianie. A działaniu jestem dobry i kreatywny. No i na wczoraj potrzebowałem choć małego sukcesu. Pojawiło się kilka, a na dodatek spotkała mnie ogromna ludzka życzliwość, również z Twojej strony.

      Do bloga ładuję coś, gdy nie pasuje nigdzie indziej, bądź, gdy sobie o blogu przypomnę. Wtedy mam okresy wzmożonej aktywności. Potem wyciszenie i znowu, więc na przyszłość – nie skreślaj, jak nie musisz ;)

      Posted by Emil Strzeszewski | Sierpień 12, 2011, 10:33 pm
  4. Ja jestem jeszcze licealistą, więc kilka lat minie, zanim będę szukać pracy, ale już wiem co napiszę w liście motywacyjnym:
    „Uważam, że praca uwłacza człowiekowi, ale w jakimś sensie adekwatną za to rekompensatą jest odpowiednio wysoka wypłata.”

    Foki? Morświny? To nie jest rozwiązanie.
    Pandy! Wszyscy lubią pandy.

    Posted by Sens | Sierpień 13, 2011, 11:30 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: