Właśnie czytasz
Ciekawostki, soliloquia

Mistrzowskie wyrachowanie

W swoim życiu grałem w całe mnóstwo gier różnego rodzaju. Często sam ze sobą – tak się bowiem ułożyło, że jestem jedynakiem. Jedynak ma gorzej pod tym względem, bo ma sporo czasu, który mógłby przeznaczyć na towarzystwo, a towarzystwa nie ma. Oczywiście – są inne dzieci, rówieśnicy, ale oni są na chwilę. Godzina, dwie, a potem wracają do swoich obowiązków, do swojego rodzeństwa. Jedynak jest jedynakiem dlatego, że musi się przyzwyczaić, iż tylko ze sobą będzie mógł spędzać odpowiednią ilość czasu. Oznacza to, że musi czasem grać sam ze sobą. Najczęściej grałem w szachy.

Zasad królewskiej gry nauczył mnie ojciec, który był na tyle dobrym szachistą, że potrafił pokazać mi urok szachów. Miał wyobraźnię przestrzenną i widział rozgrywkę nie jako system logicznych powiązań, ale jako piękno kompozycji. Ten gen odziedziczyłem po nim. Mam dokładnie to samo. Rzadko kiedy gubię się w miastach; zwykle wystarczy raz pokazać mi drogę, żebym po latach mógł ją odtworzyć; mam ponadprzeciętne poczucie proporcji i zapewne byłbym urodzonym architektem.

Dość szybko zacząłem wygrywać z ojcem i wygrywać z rówieśnikami. Oczywiście, zdarzały się wpadki. Nie zapomnę jak dostałem mata w czterech posunięciach. Mimo to zostałem wśród znajomych takim „lokalnym Kasparowem”, bo zwykle z większością moich przyjaciół wygrywam i to znacznie.

Lubię grać w szachy i często oddaję się tej rozrywce, jednak bez ambicji pokazania na co mnie stać (zrobiłem tak tylko raz, gdy posiadówę piwno-szachową w pubie przerwał mi oraz moim współbiesiadnikom jakiś facet chwalący się „co to nie on” – dostał mata w kilkunastu posunięciach i choć w rewanżu musiałem uznać jego wyższość, to zajęło mu to około kilkadziesiąt ruchów). Znam swoje możliwości. Jestem w stanie wygrać z większością niedzielnych graczy, ale nie mam żadnych szans z prawdziwymi szachistami. Wchodzę więc na kurnik i bywa, że przegrywam dwadzieścia partii z rzędu, przez własne błędy, a bywa, że mój umysł pracuje na zwiększonych obrotach i wygrywam rozgrywkę za rozgrywką. Od czasu do czasu lubię poszperać wśród stron szachowych, czy zajrzeć do książki Stanisława Kacprzaka W krainie szachów.

Szachy imponują mi również dlatego, że posiadając bardzo proste zasady, są niesamowicie skomplikowaną grą. Szachy są tak skonstruowane, aby promować nietuzinkowe osobowości, bo tylko człowiek o nieprawdopodobnej inteligencji jest w stanie wspiąć się na wyżyny królewskiej gry. Badam więc z zamiłowaniem historię szachów i raz po raz rozszerzam oczy ze zdumienia. Uwielbiam styl gry Alechina, który potrafił poświęcać najistotniejsze figury, aby zdobyć niepodważalną przewagę pozycyjną. Ujmuje mnie sposób bycia pierwszego Mistrza Świata – Wilhelma Steinitza, który potrafił przegrywać partie z karczmarzami, aby nie żądali od niego zapłaty za świadczone usługi. Z lubością wyszukuję szachowych anegdot.

Bobby Fischer

Bobby Fischer

Wśród moich ulubionych wirtuozów tej gry znajduje się Bobby Fischer. Był to jeden z najmłodszych szachowych geniuszy – w wieku 14 lat uzyskał tytuł arcymistrza, rok później (w 1958) został mistrzem Stanów Zjednoczonych, a stamtąd powędrował już na szczyt w ekspresowym tempie. Do historii przeszedł jego mecz z Borysem Spasskim w 1972 roku.

Wydawać by się mogło, że Fischer był typowym gburem i rozkapryszonym młodzieńcem. Jego trudny charakter nakazywał dyktować federacji FIDE warunki przed meczem o mistrzostwo świata. Warto nadmienić, że młody Bobby był „zaledwie” pretendentem do tytułu. Kłócił się on o miejsce, w którym miała się odbyć impreza, o wynagrodzenie, o obecność kamer (o które zresztą sam prosił). Mam jednak wrażenie, że Fischer miał silne i słuszne poczucie własnej wielkości. Był tytanem, który wiedział, że mu się należy. Bezkompromisowo więc okazywał to. Lubię ludzi, którzy znają swoją wartość, nawet jeśli egzekwują swoje prawa w tak wyrachowany sposób.

Spasski wygrał pierwszą partię zaplanowanego na 24 rozgrywki meczu. Wygrał ją z olbrzymią przewagą, po szybkim błędzie Fischera. Doprowadziło to do tego, iż rozdrażniony Bobby nie stawił się na drugą odsłonę oddając ją walkowerem. Potem jednak nastąpił fenomenalny pokaz jego możliwości. Wygrał 5 spośród dziewięciu kolejnych partii, dopiero w jedenastym starciu przegrywając. Kolejnych dziesięć rozgrywek było już bardzo wyrównanych, ale ani razu Spasski nie zdobył więc niż pół punktu za remis. Mecz zakończył się w dwudziestej pierwszej partii, zwycięstwem Fischera 12½ – 8½. Szczegóły tutaj.

Potem Bobby obraził się na szachowy świat i na swoją pierwszą obronę tytułu się nie stawił. Wrócił do sportu po wielu latach, tylko po to, żeby jeszcze raz udowodnić Spasskiemu, że jego wiktoria była zasłużona. Fischer zdobył wszystko i doszedł do wniosku, że nie musi już nic nikomu udowadniać. Fischer był wielki, niezaprzeczalnie.

Postanowiłem przyjrzeć się jego sposobowi gry. Odkryłem, że jednym z jego ulubionych debiutów były przeróżne warianty obrony indyjskiej. Sam zwykle grywam partie hiszpańskie (większość graczy na Kurniku grywa właśnie w ten sposób), bo pozwalają zarówno na bezpardonową walkę od pierwszych posunięć, jak i grę pozycyjną. Obrona indyjska jest debiutem zamkniętym, więc nie można jej grać bez przerwy. Mimo to chciałem ją wypróbować. Okazja nadarzyła się dzisiejszego poranka. Rozgrywka spodobała mi się na tyle, iż przytoczę ją w całości oraz postaram się poddać analizie.

Gram czarnymi, przeciwnik jest na moim (niskim bądź, co bądź…) poziomie.

1. d4 Sf6
2. Sf3 …

Należy się w tym miejscu parę słów wyjaśnienia – rywal nie gra żadnego debiutu. Teoria nakazuje grać mu skoczka na c3, a później wyekspediować piona na e4. Ja jednak w miarę konsekwentnie postanawiam trzymać się wariantu staroindyjskiego, aczkolwiek już na tym etapie odczuwam presję związaną z możliwością wypadu skoczka białych. Muszę więc zadziałać z zaburzeniem tempa gry na…

2. … d6
3. d5 g6
4. e3 Gg7
5. Sc3 …

Jak widać – białe szykują atak gońcem na b5, by nie dopuścić do roszady. Są przy tym ostrożne – zdobyły środek pola skoczkami, ale zabrakło im konsekwencji. Gdyby najpierw zagrały lewego konia na c3, mogłyby postawić piona na e4, co umocniłoby ich pozycję. Jak się zaraz okaże – z atakiem nie zdążą…

5. … O-O
6. Hd4 e6
7. dxe6 Gxe6
8. e4 Sc6
9. Hd2 Gg4
10. Sg5 He7
11. Sd5 …

Tutaj za chwilę popełnię pierwszy błąd, który, jak na ironię, da mi przewagę. Koncentracja sił na skrzydle królewskim umacnia i tak twardą obronę przypominającą bunkier, a rywal dobroczynnie pozwala mi właśnie odblokować przekątną a1-h8. Już wtedy mogłem skorzystać z okazji i wymienić skoczków na d5, ale w odwodzie na linii d stoi hetman białych, co uniemożliwiłoby przeprowadzenie ataku. Wybieram więc…

11. … Hd7
12. f3 …

Niezrozumiałe posunięcie białych. Utrata tempa i „pozorna” pułapka na najbardziej wysuniętego gońca. Lepsze byłoby chyba wzięcie skoczka i szach, a później wyprowadzenie hetmana na d5 oraz atak na moje osłabione skrzydło hetmańskie celem demontażu bunkra, który zrobiłem, by chronić króla. Korzystam więc z okazji…

12. … Sxd5!
13. exd5 Wfe8+
14. Se4 Gf5!
15. Gb5 …

Gdybym nie popełnił błędu w jedenastym ruchu, nie mógłbym tak łatwo wysunąć wieży i miażdżącej przewagi pozycyjnej. Wydaje się, że jestem w potrzasku, a białe wreszcie przypuszczą udany atak na skoczka c6, a w rezultacie na mojego hetmana. Nic z tego.

15. … Gxe4
16. fxe4 Wxe4+
17. Kf1 Hf5+
18. Hf2 Hxd5!

Środek opanowany, przewaga kompozycyjna, a białym grozi mat w dwóch ruchach: 19. … Hd1+ 20. He1 Hxe1#. Oczywiście białe mogą się jeszcze ratować wysuwając piona na g3, co znacznie przedłużyłoby partię. Jednak panikują…

19. c4 Hd3+
20. Kg1 Gd4!!

Przyznam się, że dopiero przy analizie partii zrozumiałem, że mogłem dać mata w dwudziestym ruchu. Miałem jednak tak klarowną sytuację, że mogłem pozwolić sobie na błędy. Białe co prawda dalej mogą się bronić pionem na g3, ale już teraz niewiele by to dało. Zamiast tego próbują odciągnąć moją uwagę i biorą skoczka:

21. Gxc6 Hd1#
0-1

Co w rezultacie doprowadziło do oryginalnego zakończenia.

Partia nie stała na wysokim poziomie. Od razu widać, że spotkało się dwóch amatorów. Jednak cieszę się, że mogłem wypróbować obronę staroindyjską. Dzięki tej partii zrozumiałem, że daje ona nieprawdopodobne możliwości gry pozycyjnej. To inteligentny debiut, choć trudny. Na dodatek inicjatywę przejmują w nim białe, a czarne pozostają w odwodzie, ale tylko pozornie. Debiut ten pozwala bowiem umocnić im pozycje i być o krok przed białymi w tej kwestii. Można cierpliwie czekać na kontratak w chwili, gdy białe wreszcie się odsłonią.

Zrozumiałem, dlaczego Bobby Fischer grał w ten sposób – miał bowiem jaja dać przeciwnikowi fory, w ostateczności i tak robiąc z nim, co chciał. Bezkompromisowo, z wyrachowaniem. Jak prawdziwy mistrz.

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

One thought on “Mistrzowskie wyrachowanie

  1. Polecam książkę
    Dawid Bronstei gra w szachy

    Posted by piotr | Grudzień 10, 2011, 8:54 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: