Starocie

Archive for

Zdechłem

Chciałbym serdecznie pozdrowić człowieka, który znalazł mojego bloga przez zapytanie w Google „moskwa pietuszki streszczenie”. Chłopie/Babko, jesteś hardkorem!

Reklamy

Po drugiej stronie ławki

Wczoraj moja Luba zwierzyła mi się, że udzielając korepetycji z chemii wypracowała teorię, iż opanowanie równań chemicznych jest jak nauka wkładania sznurówek w buty. Raz z jednej, raz z drugiej, na krzyż i znowu raz z jednej, raz z drugiej…

Ja na swoich warsztatach filozoficzno-dziennikarskich rzucam podobnych porównań całą masę. Ostatnio na przykład gadałem o tym, jak to Propp wypunktował z czego składa się bajka, dzięki czemu stworzenie własnej bajki przypomina dziś gotowanie według przepisu. Wysyp mąkę, weź dwa jajka, dodaj proszku do pieczenia… Tak samo u Proppa – weź dwóch pozytywnych bohaterów, jednego starszego, by opiekował się młodszym, dodaj tego złego, którego koniecznie trzeba pokonać, by osiągnąć dojrzałość, etc.

Znowuż mój wykładowca z ontologii powiedział mi kiedyś, że pojęcie „trwogi” u Heideggera to pojęcie „trwogi” Bruce’a Lee. Gdy na Mistrza Pięści zrzucono klatkę w Wejściu Smoka ten nie miotał się, ale spokojnie czekał, wiedząc, że należy pogodzić się z sytuacją zagrożenia. Trwożył się, ale wiedział, że nie może zrobić nic więcej w takim obliczu wypadków. Uspokoił się więc, poczekał. Aż wreszcie uderzył, gdy przyszła okazja.

Dobrego nauczyciela od złego odróżnia fakt, że dobry nauczyciel nie musi nikogo „uczyć” materiału, a wystarczy, żeby znalazł sposób na jego przyjazne wytłumaczenie. O ile bardziej działa na wyobraźnię dziecka analogia do wiązania butów, niż żmudne szukanie sposobu na rozwiązanie równania chemicznego? O ileż łatwiej opowiadać o formaliźmie Proppa, gdy porównuje się go do gotowania według przepisu? Jak bardzo prosty wydaje się egzystencjalizm Heideggera, gdy przedstawiamy go na przykładzie zachowania Bruce’a Lee?

Podczas jednej z lekcji pokazowych przed dyrekcją użyłem komputera i rzutnika, by poprowadzić zajęcia przy pomocy prezentacji multimedialnej. Mówiłem o starożytnej Helladzie, o Rzymie, o filozofii, kulturze, architekturze nawet. Prezentowałem uczniom rozwój tych wielkich cywilizacji naocznie. Zobaczyli sobie Sokratesa, Sofoklesa, Partenon itp. Na jednym slajdzie umieściłem zaś obraz niezwiązany z tematem. Byli to dość prymitywni ludzie, ubrani w zwierzęce futra, ukryci w plecionych chatach, oporządzający ryby. Powiedziałem wtedy:

– Moi drodzy, tak wtedy wyglądało życie w Polsce.

Później oczywiście wytłumaczyłem, że na terenach dzisiejszej Polski zamieszkiwały różne plemiona koczownicze, na różnym poziomie rozwoju, a obraz jest raczej metaforą tego jak mieszkańcy Polis, czy Rzymu widzieli świat poza własną miedzą. Uczniowie chwycili w lot, pojawiły się śmiechy, błysk zrozumienia w oczach.

Nie uważam siebie za dobrego nauczyciela, jestem raczej przyzwoitym kursantem. Mam otwarty stosunek do swoich podopiecznych, nie staram się tworzyć barier i nie wymagam absolutnie żadnego szacunku. Na szacunek należy sobie zasłużyć, nie zaś egzekwować go ex cathedra. Gdy zaś sobie zasłużę, gdy okażę się na tyle dobry, tym mniej będę miał powodów, żeby szacunku wymagać. Wtedy po prostu go otrzymam. Wiem to, bo dzieci i młodzież to szczere audytorium. W szkołach spotykają ich z nauczycielskich ław raczej inne zachowania niż to, jakiego doświadczają przy mnie. Już więc sam fakt, że ktoś traktuje ich jak równych sobie, wzmacnia ich szczerość i wdzięczność. Zdążyłem się o tym przekonać w ciągu ostatnich kilku lat.

Nigdy nie mam problemów z tym, żeby trafić do uczniów. Oczywiście – nie każdy mnie lubi, mam swoje wymagania, a ludzie są różni, ale generalnie zawsze pozytywne wibracje fruwają w powietrzu. A ja czuję, że nie mówię do ściany. Ciekawy jestem, ilu nauczycieli w Polsce jest w stanie o sobie coś takiego powiedzieć bez mrugnięcia okiem?

Mam nadzieję, że wielu. Chciałbym w to wierzyć. Ogarnia mnie jednak heideggerowska trwoga, że jest inaczej. Nauczanie dzieci i młodzieży nie jest bowiem proste jak sznurowanie, ani jak przepis Proppa na bajkę. Cieszyłbym się, gdyby moje podejrzenia okazałyby się niesłuszne. Mam nadzieję, że polska kadra nauczycielska nie jest tak daleko od cywilizacji jak to było w przypadku Hellenów, Rzymian i koczowniczych plemion w czasach starożytnej świetności.

Odwiedzono mnie

  • 63 507 razy
Reklamy
%d blogerów lubi to: