Właśnie czytasz
Ciekawostki, Nonsensowne wpisy, Recenzje, soliloquia

Prywatny ranking 30. najlepszych albumów black metalowych (part I)

Uwielbiam black metal. Co prawda słucham go dziś rzadziej, niż kiedyś, ale to dlatego, że z wiekiem coraz bardziej otwieram się na inne gałęzie muzyki. Nie znaczy to jednak, iż nie wracam do korzeni. Black dalej mnie interesuje, czego wyrazem jest ranking, którego stworzenia właśnie się podejmuję.

Od razu zastrzegam, że nie mam monopolu na prawdę, a to zestawienie nie aspiruje do miana jedynego, oświeconego rankingu. Nie mam zamiaru nikomu mówić, czego ma słuchać. Daleki jestem także od sugerowania, co jest dobre, a co beznadziejne. Nie jestem także obiektywny i nie próbuję uniknąć pułapki subiektywizmu. Dlatego też jest to ranking prywatny, bez pretensji do bycia ostatecznym. Muszę się wszak przyznać, iż choć wiele w swoim życiu słyszałem utworów blackmetalowych, to jednak nie jestem żadnym guru w tym temacie. Od jakiegoś czasu przestałem obserwować najnowsze płyty i epki. Wypadłem z obiegu. Proszę więc traktować to wszystko z należytym przymrużeniem oka.

Narzuciłem sobie pewne zasady, których mam zamiar się trzymać. Po pierwsze – lista musi zamknąć się w trzydziestu pozycjach. Po drugie – nie chcę uwzględniać albumów koncertowych (choć niektóre są świetne – jak choćby Mayhem Live In Leipzig, czy Emperor Emperial Live Ceremony), ani też splitów. Epkom nie mówię nie, ale chciałbym, aby nie były częste. Po trzecie – tak naprawdę w dupie mam to, czy coś jest uznane, czy nie. To jest osobista lista „best of…”. Nie mam ochoty na grzebanie w podziemiu, by znaleźć wśród bagna jeden diament. Skupiam się na dokonaniach ogólnodostępnych. Wreszcie, po czwarte (i ostatnie) – zestawiam ze sobą często grupy oraz albumy, które niekoniecznie grają czysty black metal. Bywa, że są mocno doprawione innymi stylami muzycznymi, a nawet z black metalem są związane dosyć luźno. Wszystko dlatego, iż nie podchodzę do black metalu z pełną powagą oraz zbytnią czołobitnością. Ideologia, jaka łączy się w pewien sposób z tym gatunkiem muzycznym, jest dla mnie drugorzędna. Niekoniecznie utożsamiam się z nią. Interesuje mnie przede wszystkim muzyczna jakość, dopiero potem pseudofilozoficzny bełkot o Lucyferze. Taka moja wola, jak komuś się nie spodoba, niech mu Szatan ryj wygryzie.

Ostatnią kwestią wymagającą wyjaśnienia jest ilość – dlaczego tylko 30? Dlaczego, na przykład, nie 77 albo pierwiastek z 409,5, czy sześcian z 30%? Odpowiedź jest prosta! Liczba „30” składa się z liczby „3” oraz „0”. Trójka pomnożona razy dwa daje sześć, a trzy szóstki to liczba znacząca. Nadto trzy trójki również są znamienne dla black metalu. Zaś zero jest obecne, bo tak.

W związku ze sporą ilością tekstu, ranking będzie prezentowany częściami. Dzisiaj miejsca od trzydziestego do dwudziestego piątego włącznie. Gotowi?

Let God help us all…

30. Venom Black Metal

Nie mogło zacząć się inaczej. Venom to kult i prekursor zarazem. Od tej płyty wszystko się zaczęło, choć biorąc pod uwagę styl muzyczny zespołu, ciężko byłoby powiedzieć, że to black metal właśnie. To bardziej thrash, a może nawet heavy. Niemniej jednak ważna jest symbolika. I dlatego symbolicznie rozpoczynam od tego punktu. To jakiś moment zwrotny w historii muzyki, w którym połączyła się ona nieodłącznie z ideologią, z wściekłością i furią tworząc coś, czego wcześniej nie było. Jest kilka takich zdarzeń, jednak drugi album Venom to najsolidniejszy fundament. Chociażby dlatego warto oprzeć na nim ów ranking.

29. Mercyful Fate Don’t Brake The Oath

Kolejna podwalina black metalu. Jednak ponownie w warstwie muzycznej dość dalekie od tego, co dzisiaj zaliczane jest do gatunku – Mercyful Fate to duńskie echo NWoBHM. Jednak w tekstach czai się diabeł czarniejszy niż można byłoby sądzić. Charyzmatyczny King Diamond na wokalu, posiadający niezwykłą skalę głosu – muzyczny kameleon, w jednej chwili potrafi wydobyć z siebie głęboki growl, w drugiej pisk, a potem śpiewa najczystszym falsetem. Wymalowany jak Baron Samedi, chętnie odwracający krzyż i lubujący się w opiewaniu tortur… Zarówno tematyka, jak i wymowa była typowo blackowa, stąd właśnie obecność Duńczyków w tym zestawieniu. Don’t Brake The Oath to drugi album w ich karierze – wydany w 1984 roku, więc od Black Metal Venomu dzieli go raptem dwa lata. Rok wcześniej nagrana została Melissa, tematycznie również bliska blackowi. Klasyka, najczystsza klasyka.

28. KAT 666

Pierwszy polski zespół w tym rankingu. Zapewniam, iż nie ostatni. Trzy szóstki to album z 1986 roku, co dowodzi, że black metal zawędrował do kraju stosunkowo wcześnie. Jest to jednocześnie debiut legendy polskiej muzyki, czyli zespołu KAT. I po raz kolejny ktoś może mieć do mnie pretensję, iż za black metal uważam coś, co się ledwie o niego ociera, jednak żywię przekonanie, że 666 jest albumem prekursorskim, podobnie jak dwa powyższe. To, że nie ma jechania na jednej strunie, napierdalania po garach jakby perkusiście dupa się paliła, a wokalista nie pogina po lesie w panice, nie znaczy, że to nie black metal. Otóż właśnie to jest black metal – klasyczny, oparty na heavy metalowych riffach, czasem thrashowych tematach (jak w utworze Metal i Piekło), a w tekstach czarny jak smoła. Romek Kostrzewski na tej płycie nie śpiewa czysto – drze gardło i skrzeczy. Muzycy wymalowani są w słynne corpse paint, a siarką pachnie z daleka. Tak, KAT wprowadził black do Polski. 666 to pionierska płyta, podobnie jak wczesne dokonania Venom i Mercyful Fate. Różnica jest innej natury – KAT narodził się na zadupiu świata, nie mógł więc być słyszalny daleko. Jego poprzednicy zaś mieli to szczęście, że wygrali loterię urodzinową…

27. Dark Funeral The Secrets of the Black Arts

Po jeździe obowiązkowej, od której trzeba było zacząć, pora na program dowolny. Przechodzimy do albumów typowych dla stylistyki black metalu – agresywnych, szybkich, często surowych. Taka właśnie jest The Secrets of the Black Arts szwedzkiego Dark Funeral. Jest brutalna, mocna i pachnie Szatanem. Ten album to debiut długogrający tej zasłużonej grupy. Pokazuje dokładnie na czym polega black – na bezkompromisowym graniu. Ta muzyka to wojna, dynamiczna i mroczna emanacja ukrytych pragnień – furii, wściekłości i nienawiści. Głęboki skrzek towarzyszy szybkiemu i silnemu podkładowi gitarowemu, a perkusja burzy mury. Prawdziwy opętańczy szał. Idealny budzik – Dark Funeral stawia na nogi szybciej niż przełożony w wojsku. Puszczany wieczorem zapewnia bezsenną noc. A jeśli ktoś odważy się zasnąć, będzie nękany koszmarami. Polecam!

26. Rotting Christ Triarchy of the Lost Lovers

Mam problem z tym albumem. Ba, w ogóle z całą dyskografią Rotting Christ mam nieliche kłopoty! Otóż, tak naprawdę nie wiem, czy zaliczyć go do blacku, czy może raczej do death albo i nawet thrash metalu? Niemniej jednak uznałem, że uproszczę sobie sprawę i wstawię go właśnie pośród innych blackowych dokonań. Czynię tak, gdyż Triarchy of the Lost Lovers to po prostu niezła rzecz. Ewidentnie zasługuje na uznanie. Jest technicznie, ale z wykopem. Matematyka nie przerosła dynamiki. Rotting Christ nie mierzy nut linijką, niemniej jednak dba o zachowanie formy. Słuchając Greków dochodzę do wniosku, że pomimo wszystko najważniejsza dla nich jest energia, co cieszy moją czarną duszę. Najbardziej widoczne jest to w utworze pod tytułem Archon, ale reszcie też niczego nie brakuje.

25. Thy Serpent Forests Of Witchery

Na początku był Sami Tenetz, który spełniał odwieczny sen każdego jebitnie TRUE blackmetalowca – brał do ręki gitarę i grał ku chwale Szatana nie licząc na zysk, ale pragnąc sławy w muzycznym podziemiu (według każdego jebitnie TRUE blackmetalowca podziemie, z angielska underground, czyli „metro”, jest mitycznym Królestwem Baphometa, co czyni z niego miejsce godziwe i magiczne – pragnę nadmienić jeszcze, iż ziarnko prawdy tkwi w tej legendzie, a mianowicie Bies faktycznie może mieszkać w undergroundzie co udowadnia chociażby warszawskie metro, a konkretnie mrok skrywający tajemnice jego budowy). Chyba trwałby tak nadal, bawiąc się w prześmieszne Burzum, gdyby nie nagłe pojawienie się w jego życiu wytwórni Spinefarm Records a wraz z tym kontraktu na płytę, jaki mu zaserwowali. Efektem było dobranie innych muzyków do zespołu i nagranie w 1996 roku debiutanckiego Forests Of Witchery. Melodyjny, rytmiczny black zawarty na płycie, momentami zahaczający o doom a nawet gothic, to prawdziwy wyczyn, dla którego warto było przejść na stronę kapitalizmu. Co prawda nie wiem, jak tam z ideałami black metalu – czyli siarą i podziemiem – ale dla mnie bomba.

W następnej odsłonie sześć kolejnych pozycji. Stay black!

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

One thought on “Prywatny ranking 30. najlepszych albumów black metalowych (part I)

  1. Po siedmiu latach dokończył byś ten ranking.

    Posted by pocisk | Maj 5, 2017, 11:19 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: