Właśnie czytasz
Nonsensowne wpisy, soliloquia

Sztuka dla sztuki…

Moje rozumienie sztuki jako takiej jest mocno archaiczne. W procesie jej pojmowania zatrzymałem się chyba na „Confiteorze” Przybyszewskiego, a może nawet na Rousseau, który stwierdził, że sztuka nie jest biernym naśladowaniem, ale jednym ze sposobów spoglądania na rzeczywistość ludzi otaczającą. Nie jest jednak tylko opisem, ale posiada cechy emotywne, przede wszystkim cechy emotywne – jej główną rolą jest wyrażanie uczuć, czy namiętności. Dlatego właśnie jest… piękna.

Cała reszta, która nastała później, jest jedynie komentarzem do Rousseau – częściej negatywnym, a zarazem niemerytorycznym, niż pozytywnym, pogłębiającym opinię Francuza. Pojmowanie sztuki jako odzwierciedlenia reguł estetycznych, pewnego rodzaju propocji myśli, unikania przesady i banału, dążenie do sensu oraz wierności (ale osadzonej zwykle w metaforze) ostatecznie skończyło się po okresie dekadentyzmu, gdy to porzucono nawoływanie wyżej wymienionego Przybyszewskiego, aby misyjność sztuki nie była zakłócana przez cokolwiek innego. Sztuka dla sztuki nie jest tu jeszcze hasłem odgrodzenia się od realności, od jej refleksyjnego oglądu, ale niedługo potem już takim się stanie. Ironia losu – dekadentom chodziło jeszcze o twórcze szaleństwo, które na gruzach starego świata pozwoliłoby postawić nowy, zaś postmodernistom szło już tylko o szaleństwo właśnie.

I tu nadchodzi czas wyjaśnień – nie uznaję za sztukę „Fontanny” Marcela Duchampa, nie uznaję za sztukę obierania kartofli w Zachęcie, kutas na krzyżu pojmuję jako tanią prowokację (mimo, iż nie jestem religijny), ustawienie psa na kozie samej będącej ustawioną na koniu nie przypomina mi pracy artystycznej, tak samo jak opakowanie w folię Reichstagu. Może tylko działalność słynnego Doktora Śmierci podepnę pod artyzm, bo w jego rzeźbach o coś chodzi i nie potrzeba do tego opasłych tomów tłumaczeń, nurzających się w absurdzie. Tak samo pop, ani rap nie jest dla mnie sztuką, a jedynie zestawieniem dźwięków. Ktoś może tłumaczyć owe gatunki muzyczne zapędem minimalistycznym, redukcją zbędnych ozdobników, ale ten redukcjonizm zapędził Peję do frazy „reprezentuję biedę” podczas, gdy nie jest to prawda. Nie chodzi mi o to, by artysta ujawniał się w swoich dziełach, nie musi. Ale powinien być uprawniony do przejawiania pewnych wartości, których jego dzieło dotyczy. Musi istnieć jakaś nić porozumienia między sztuką, a artystą. A jeśli artysta nie rozumie tego, co robi albo gdy świadomie pozbawia sensu swojej sztuki pozostając milczącym wobec desperackich prób nadania jej sensu przez komentatorów, to jest to już tylko marketing. Jest to żywe kłamstwo.

Chyba, żeby z kłamstwa zrobić sztukę, jak Diabeł w „Mistrzu i Małgorzacie” Bułhakowa w nieprawdopodobnej scenie w teatrze.

Rozumiem postulat, iż sztukę należy sprowadzić z wyżyn na niziny, dać ją masom, tłumowi, aby stała się im bliższa, bardziej zrozumiała, ale (o zgrozo!) to są teorie tych, którzy paradoksalnie czynią ją niezrozumiałą i niedostępną pospolitemu Kowalskiemu. O ile intencje oceniam pozytywnie, jako słuszne, o tyle metodę ich realizacji potępiam, jako wręcz głupią. Czy obraz, na którym jest jedna pionowa kreska w różnych kolorach jest dostępny jakiejkolwiek interpretacji? Nie. Nie jest. To jest po prostu pionowa kreska w różnych kolorach, a nie metafora niewinności wpędzającej w nienawiść, grzech, miłość, czy papierosy. Wychodzenie ze sztuką do mas nie powinno wiązać się z poniżaniem samej sztuki, ze sprowadzaniem jej do parteru. O ile pospolity człowiek ma wobec artyzmu jakieś oczekiwania, to takie, aby był on zrozumiały. Reszta jest właściwie dowolna, ale i naznaczona piętnem dostępności dla tego, kto sztuki doświadcza samemu nie będąc jej autorem. Co prawda nie należy prowadzić go za rączkę, ale można sprytnie przecież sugerować, wymagać, popychać. To warunkuje własną, niepowtarzalną interpretację oglądającego, a przecież właśnie o to chodzi.

Chyba, że sztuce wystarczy, aby była po prostu kontemplowana… Ja jednak tęsknię do jej pojmowania na sposób Rousseau, Przybyszewskiego. Chciałbym po prostu, aby była piękna.

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

11 thoughts on “Sztuka dla sztuki…

  1. Sprowadzanie sztuki pod strzechy jest debilnym marketingiem z fatalnymi podstawami aksjologicznymi. Dziś sztukę próbuje się sprowadzić pod szklane dachy korporacji. Do pokojów pryszczatych chłopców z marketingu.

    Wychodzi z tego palma przed GPW. I palma w głowach nowopolaków. Era pokemonów i smsów. Trzeba wracać do starych Francuzów i ich pojęć oraz definicji. Bez tego zamiast odbioru i tworzenia sztuki będziemy mieli autorytety w rodzaju DJ Taki i DJ Owaki.

    Za młodzieńczych dyskusji o sztuce hasło Baudelaire’a, że nie obchodzi go, jak jest odbierane jego dzieło, wydawało mi się paranoiczne. Ale ja studiowałem pedagogikę i uczyłem się na nosiciela sztuki pod strzechy. Dziś wiem, że ani do izby, w której kury srają na plazmowy telewizor, ani w mieszkaniu pracownika korporacji nie ma miejsca na sztukę – no, chyba że coś wstawi tam dekorator wnętrz.

    Tęsknisz do pojęć Rousseau? Ja trochę mniej – to także autor całej gałęzi pedagogiki. Przenaiwny idealista, piewca prostoty. Choć to śliczny, pięknotowaty filozof :) Ja chyba wolę filozofów, którzy zadają pytania, od tych, którzy, jak Jan Jakub, próbują znaleźć odpowiedzi.

    Wbrew pozorom, zafoliowany Reichstag jest bliższy jego rozważaniom od wszystkich działań Andy Rottenberg. A najbliższy był Dotleniacz Rajkowskiej, autorki wspomnianej wyżej Palmy… Poważnie…

    Sam popatrz… Raj dla ulicznego fotografa…

    Posted by jalens | Luty 10, 2010, 10:10 am
  2. Barachło publicznego wordpressa nie wpuściło zdjęć w komentarzu, więc dam link do fotografii z tego miejsca http://www.street-foto.pl/galeria/thumbnails.php?album=search&search=dotleniacz

    Posted by jalens | Luty 10, 2010, 10:13 am
  3. Oki dadaiści to nie sztuka (zresztą sami głosili, ze ich twórczość to a-sztuka), ale co np. kubistami, fowistami, futurystami, żeby iść tropem pierwszej awangardy. A Popart to sztuka?
    Idąc tym samym tropem dlaczego wymieniasz z muzyki rozrywkowej tylko pop i rap? czym one tak w istocie różnią się od rocka, bluesa, reggae czy nawet jazzu.
    Ze sztuka klasyczną było łatwo, były wyraźne reguły, dzięki którym można było przeprowadzić selekcje: to jest dzieło sztuki, tonie jest dzieło sztuki.
    Sztuka właściwie mówi, że nie sposób jednoznacznie przeprowadzić takiego podziału.
    A pod Twoim postulatem Piękna co się kryje (bo to trudno definiowany termin). Marzy Ci się powrót do klasycznych zasad. Chyba już nie da się tam wrócić.

    Posted by aatrzy | Luty 12, 2010, 8:04 am
  4. Gdyby Da Vinci również ogłosił, iż jego działalność nie jest sztuką, to nie byłaby to sztuka? Jak dla mnie autorskie deklaracje nic nie znaczą, nie do artystów należy kwalifikacja dzieła, oni po prostu muszą stworzyć je szczerze.

    Właściwie to nie sztuka mówi, iż nie sposób jednoznacznie przeprowadzić podziału między tym, co jest sztuką, a tym, co nią nie jest – to mówi estetyka, która dziś ze sztuką ma tyle wspólnego, że filozofowie estetyki piszą opasłe tony tłumaczeń do wielokolorowej pionowej kreski. Estetyka zdechła wraz postmodernizmem. I tu leży wina rozbieżności definicji – wielowartościowość i złożoność samego terminu w estetyce nie może być powodem podważania go w samej sztuce. Sztuka, jeśli odbieramy ją zmysłem smaku – nie potrzebuje żadnej definicji.

    Wyraźne reguły sztuki klasycznej były niczym w porównaniu z myślą, która się kryła w samym dziele stworzonym wedle kanonów. Popatrz – ilość zasad była skończona, teoretycznie nie powinno powstać aż tyle dzieł. A jednak. A dziś? Fiut na krzyżu? Jaka w tym jest myśl? I nawet – jaka reguła?

    Nie ma powrotu do klasycznych zasad, bo nie chodzi o sam powrót, ale o uświadomienie sobie, że wyrugowanie owych zasad ze sztuki dziś jest postulatem idiotycznym. Chociaż ostatnio zastanawiałem się nad pewną rzeczą – skoro epoka po epoce artyści chcieli tak mocno odciąć się od swoich poprzedników z innej epoki i to na zasadzie prostego kontrastu, to jeśli teraz mamy wolną amerykankę i brak zasad oznacza cnotę, to kto wie, czy niedługo nie wrócimy do zasad antycznego helleńskiego kanonu?

    Pop i rap – kwestia moich upodobań oraz miałkości przekazu jednego i drugiego (oczywiście, wybrane dzieła można śmiało wykluczyć i do sztuki zaliczyć). Nigdy nie ukrywałem Adasiu, że jestem w tej materii dosyć autorytarny. I tak, wiem. Lubisz Kalibra, ja nie znoszę ;)

    Posted by Emil Strzeszewski | Luty 12, 2010, 8:34 am
  5. Czyli co zostaje nie ma estetyki, pozostaje kwestia smaku i subiektywnego osądu? – toż to postmoderna czystej wody: po upadku metanarracji pozostała nam tylko sztuka indywidualnych interpretacji.

    Ciekawi mnie ten filtr według którego jedne dział do sztuki zaliczasz inne nie. Bo jeśli to nie wyraźne zasady klasyczne, nie kategorie przeżycia estetycznego, to właściwie co? Nie łapie granic zakreślanych prze Twój smak.

    Ot pop i rap – mówisz, że miałkie. Znam dużo muzyki popularnej (np. rockowej) która jest miałka, co więcej jest też sporo takiej muzyki klasycznej. Historia sztuki od zarania w dużym procencie wypełniona jest pracami kiepskich xeroboyów. Naturalna sprawa. A mam wrażenie, że ty tutaj świadomie lub nie, odmawiasz sztuce prawo do bycia kiepską.

    Posted by aatrzy | Luty 12, 2010, 9:47 am
  6. Z jednej strony przecież jeśli kiepska – to nie piękna. Choć to oczywiście kontrowersyjna teza i nie będę się jej trzymał kurczowo. Raczej rzucam to pod rozwagę.

    Na swoje pytanie odnośnie smaku i subiektywnego osądu masz odpowiedź w samym wpisie. Są one w jakiś sposób normowane przez sam postulat tego, czym według mnie jest sztuka, czyli „sztuka nie jest biernym naśladowaniem, ale jednym ze sposobów spoglądania na rzeczywistość ludzi otaczającą. Nie jest jednak tylko opisem, ale posiada cechy emotywne, przede wszystkim cechy emotywne – jej główną rolą jest wyrażanie uczuć, czy namiętności”. Dzieło musi generować odczucia, może nawet generować negatywne, ale prowadzące do poczucia jego opisania w kategoriach sensu oraz celu. Dlatego archaiczne te moje postrzeganie sztuki. Wiem, że generalnie już nikt tak nie myśli. Jednak szkoda, bo to szczytne postulaty.

    I faktycznie – pisząc ową notkę poczyniłem pewne uproszczenie polegające na generalizacji. Oczywiście masz rację, że zarówno w muzyce rockowej, jak i klasycznej istnieją słabe utwory, miałkie. Statystycznie jest ich nawet więcej niż w rapie (choć statystycznie również jest o wiele więcej lepszych utworów niż w rapie), pop bije zarówno rock i rap na głowę pod jednym i drugim względem. Mi nie chodzi o wyliczanie, które konkretnie dzieła należą do sztuki, które nie (choć parę przykładów negatywnych wypisuję), ale raczej właśnie generalizuję. Bez tej generalizacji wpis byłby o niczym.

    Mi chodzi raczej o sposób patrzenia na sztukę – zanikające proporcje, a przede wszystkim myśl, jakiś cel i sens, który umyka postmodernistom (którzy świadomie z niego rezygnują, jak więc mam traktować ich poważnie, skoro mnie – odbiorcę – pozbawiają możliwości rozumienia?) – jest to w moim mniemaniu ślepa uliczka.

    Mówisz „upadek metanarracji”? Raczej pyrrusowe zwycięstwo.

    Posted by Emil Strzeszewski | Luty 12, 2010, 10:10 am
  7. Można odnieść wrażenie, ze uważasz, że opasłe tomy analiz to wymysł tylko sztuki współczesnej. Kurcze ja np. nie kumam, nie potrafię odszyfrować malarstwa holenderskiego, bo nie mam do tego odpowiednich narzędzi. Nie przeczytałem opasłych tomów analiz, które na ten temat kiedyś powstały, dlatego mój odbiór tej sztuki jest ograniczony.

    Czy sam fakt, że potrzeba zdobyć całka sporą wiedzę, by je ogarnąć sprawia, ze to nie sztuka? A może chodzi o to, ze w dużym stopniu sztuka współczesna jest odarta z tej atrakcyjnej wizualnie powłoczki. W malarstwie holenderskim można zatrzymać się na poziomie zmysłowym i po prostu powiedzieć „ładne to” nie próbując zrozumieć zasad tej sztuki. Fakt dziś sztuka na siłe i często boleśnie zmusza do wniknięcia wgłąb.

    Bo jak tych „cech emotywnych” które są dla Ciebie postulatem chcesz szukać, jak nie przez teoretyzowanie?

    Bo jeśli dobrze twoje słowa odczytuje: „jest autor, dzieło, odbiorca i tu zamykajmy krąg. niech publika chłonąc ocenia co wartościowe a co nie i nie ma miejsca tu na krytykę, która zaburza obraz sztuki” to dla mnie postulat ten się niebezpiecznie zbliża do tezy: ze sztuką jest to co nam się podoba, a nie jest co nam się nie podoba.

    Posted by aatrzy | Luty 12, 2010, 10:49 am
  8. Nie wiem, skąd pojawił Ci się temat pod tytułem „nie ma miejsca na krytykę”, bo tego nigdzie nie napisałem. Uważam jedynie, co jak myślę wyraziłem, że zbędna nadinterpretacja czegoś prowadzi do zamydlenia oczu. Jak w przypadku tej nieszczęsnej wielokolorowej pionowej kreski.

    I czy cechy emotywne można znaleźć poprzez teoretyzowanie? Część na pewno, ale nie wszystko, jak sądzę. Jest miejsce na refleksję.

    Posted by Emil Strzeszewski | Luty 12, 2010, 2:13 pm
  9. No to w takim razie nie łapie gdzie jest ta różnica między właściwą refleksją a nadinterpretowaniem. Do analizy sztuki klasycznej potrzebny tez był kontekst, teraz jest potrzebny bardziej – ale czy to aż taka różnica by móc przeprowadzać tu granicę sztuka – nie sztuka.

    Przykładu wielokolorowej kreski nie znam, ale weźmy choćby fontanne. jak tu można mówić o nadinterpretacji kiedy duchamp sam prowokował konkretne analizy i dyskusje. To było „dzieło” stworzone by sprowokować dyskusje i tony krytycznej interpretacji. Właściwie to był jego sens.

    Dechump dał nam artystyczny rebus podobnie jak holenderscy malarze. Różnica, ze w drugim przypadku mamy w miarę jasny klucz,a u dadaistów są niejasne tropy.

    Można mirmiłować, ze sztuka odwróciła się od świata w stronę autoanalizy.Że skupia się na zabawie formą i gadaniu o samej sobie – ale co dla jednych jest wadą dla innych jest zaletą. Dla mnie te wszystkie kwadraty na bialym tle, fontanny i pakowanie w folie to naturalny kolejny etap sztuki klasycznej.

    Posted by aatrzy | Luty 12, 2010, 3:36 pm
  10. „weźmy choćby fontanne. jak tu można mówić o nadinterpretacji kiedy duchamp sam prowokował konkretne analizy i dyskusje. To było “dzieło” stworzone by sprowokować dyskusje i tony krytycznej interpretacji.”

    Skoro Duchamp musiał dodawać sens swojej pracy poprzez swoją ingerencję po jej wykonaniu, to znaczy, że nawet jeśli była to sztuka, to nie broniła się sama z siebie. W żadnym z aspektów. Przecież on nawet sam jej nie wykonał, jeno podpisał. Jeszcze miało to na dodatek sprowokować dyskusje, to była to właśnie prowokacja.

    Dzieło broni się same. Może być słabe, może podlegać krytyce, ale artysta powinien zamknąć gębę, gdy już coś stworzy. Jeśli coś wytłumaczy, przestaje to dla mnie mieć sens. Sens jest wtedy wtórny, nadany po fakcie.

    Do analizy sztuki klasycznej kontekst nie był wcale potrzebny IMO.

    Posted by Emil Strzeszewski | Luty 12, 2010, 3:51 pm
  11. No nie był jeśli zatrzymujemy się na poziomie wizualnym. Żeby całościowo zrozumieć to przywoływane przeze mnie malarstwo holenderskie kontekst jest niezbędny (inny niż w sztuce współczesnej ale jednak)

    Duchamp nie tłumaczył swojego dzieła. On sprowokował dyskusje. to spora różnica. Ty uważasz, ze prowokacja źle wpływa na sztukę, dla mnie te prowokacje pchnęły sztukę na przód. Dzięki nim się rozwinęły.

    Duchamp między innymi w fontannie pyta o siłę podpisu artysty. To „nie wykonanie osobiste” przedmiotu sztuki to nie tylko nawiązanie do technik umożliwiających masową produkcje w sztuce, ale również nawiązanie do zwyczajów starych mistrzów, którzy od wieków część swoich prac zlecali uczniom i tylko składali swój „magiczny” podpis. Oczywiście jest różnica uczeń, a robotnik w fabryce, ale jest to wyolbrzymienie pewnego mechanizmu.

    Będę się upierał, ze fontanna broni się sama, gdy zna się kontekst. Ale masz rację na poziomie wizualnym ta sztuka się nie broni.
    Jednak uważam że i w sztuce klasycznej i we współczesnej najważniejsze jest to co wymaga pewnego przygotowania. Pewnego zakresu wiedzy.

    Posted by aatrzy | Luty 12, 2010, 8:05 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: