Właśnie czytasz
Ciekawostki, Fantastyka, Recenzje

W „Zmianie” bez zmian, czyli polemika z Maćkiem Guzkiem

Maciek Guzek trzy dni temu żalił się na swoim blogu, iż recenzenci, którzy mieli okazję rozpracowywać Księgę Smoków (w tym opowiadanie Zmiana autorstwa wyżej wymienionego), przywoływali na podobieństwo wszystko, tylko nie to, z czego „ściągał autor” (wyrażenie Guzka). Tak się składa, że wśród swoich ulubionych porównań na temat własnego tekstu Maciek wymienia Shadowruna. Dalej wyjawia, iż nigdy w życiu nie miał z nim styczności. Takoż z Warcraftem i innymi. Z Piekary nie zrzynał, jakby ktoś pytał.

Otóż porównanie Zmiany do Shadowruna pojawiło się w którejś z moich recenzji w Creatio, czuję się więc wywołany do tablicy (odwołując się dalej do porównań Guzka – jeśli to on powiedział yo!, to ja powiem motherfucker!).

Doskonale rozumiem rozżalenie autora faktem, iż żaden z krytyków nie dostrzegł rzeczywistej inspiracji, która miała decydujący wpływ na powstanie takiego, a takiego dzieła. Rozumiem to nawet lepiej, niż Maciek mógłby sądzić – sam w końcu jestem autorem i spotykam się z różnymi recenzjami, w których ich autorom również ciężko jest odnaleźć tropy, jakie zostawiłem w tekście, ciężko jest czasem przyporządkować co do czego, etc. Mamy takich recenzentów na jakich zasłużyliśmy, ktoś by powiedział. Nie wydaje mi się jednak, aby była to prawda, szczególnie nie w przypadku do Maćka Guzka (on zasłużył sobie na lepszych, to prawda, a ja w ogóle to mała pluskiew jestem, przynajmniej na razie, więc nawet na gorszych nie mam co liczyć). Na dodatek nie dziwi mnie fakt, iż wreszcie ktoś odważył się otwarcie powiedzieć recenzentom „Idźcie wy! Idźcie wy wszy, co to krytykami się mienicie, a nie znacie klasyki nawet! W Piekarze jeno siedzicie, w jakiegoś Warcrafta gracie, w Shadowruna, tfu, a nie znacie Remarque’a!”. Może i ja też bym eksplodował w takim momencie, w końcu krewki jestem. Dlatego nie mam najmniejszych problemów z wczuciem się w rolę Maćka.

Ale litości…

Maćku, a gniewaj się na recenzentów jak mocno tylko chcesz. Wytykaj im błędy i nieoczytanie (często słusznie), w końcu to mają być ludzie bardziej kryształowi od Ciebie, bo śmią Tobie, jako autorowi, coś wytykać. Niech pierwszy rzuci kamieniem i tak dalej. Nawet podoba mi się ta walka, ubrana w szaty eleganckie, ale gdyby ktoś chciał się wgłębić to zobaczyłby, że król jest nagi – Twoja krytyka podszyta jest pospolitym zdenerwowaniem, trudno ukryć Ci pogardę. Rozumiem to.

Rozumiem, ale litości…

Każdy może porównywać do czegokolwiek mu się podoba. Trudno też dyktować recenzentom, do czego mieliby się odwoływać w swojej pracy. Dziwi Cię fakt, że każdy porównuje do tego, co aktualnie mu się kojarzy? Do czego mu najbliżej? To, że nic nie wiesz o Shadowrunie nie oznacza przecież, że Zmiana w jakimś aspekcie nie jest podobna do niektórych motywów w Shadowrunie wykorzystanych. Złościsz się, że nikt nie odszukał Twojej inspiracji? Ale po co ktokolwiek miałby ją odszukiwać? Hermeneutyka udowodniła dawno, że nie liczy się, co autor miał na myśli, ale co JA mogę wziąć dla siebie z tekstu autora. Wiem, że trudno przyzwyczaić się do faktu, iż jesteś porównywany z Piekarą, wiem, że ciężko zaakceptować, iż jakiś Strzeszewski porównuje Zmianę do jakiegoś Shadowruna podczas gdy wielki Remarque został w Zmianie w ogóle przez niego nie dostrzeżony, ale sorry Winnetou, nie jesteś nawet uprawniony, aby sugerować jakąkolwiek interpretację, bo tekst przestał być Twój odkąd oddałeś go wydawnictwu (jesteś tylko jego autorem) i odkąd poszedł do ludzi każdy ma prawo do swojej i tylko swojej interpretacji. Twoja jest tak samo ważna, jak moja. Doskonale wiem, jak to jest mieć własne zdanie na temat swojego dzieła, wiem, jak czasem kusi zdradzić tajemnicę alkowy, dać komentarz odautorski, albo po prostu wyjaśnić. Mógłbyś to zrobić, gdybym czegoś nie zrozumiał w Twoim opowiadaniu, tymczasem ja doszukałem się w nim czegoś innego niż Ty, co wcale nie znaczy, że nie mogę mieć racji (gdybyś dowiedział się czegoś o Shadowrunie, prawdopodobnie domyśliłbyś się, do czego piłem). Generalnie wzajemnie moglibyśmy sobie sugerować, co moglibyśmy przeczytać, aby porozmawiać sobie o Zmianie. Z tym, że ja Remarque’a znam, a Ty Shadowruna nie. Jak więc mamy gadać?

Porównując Twój utwór do pewnego motywu z gry fabularnej nie miałem na myśli spłycenia jego wartości, ani umniejszenia, ani czegokolwiek negatywnego. To, że opowiadanie w dużym stopniu przypomina jakiś stopniu aspekt gry fabularnej nie jest niczym złym – nie chodzi wszak o to, żeby upierać się na oryginalność. Od Homera i tak powtarzamy wciąż to samo. Że jednak nie zdarliśmy płyty literatury do końca świadczy Twoja Zmiana – szkoda, że tego z mojej recenzji nie wyczytałeś (jeśli już wymieniamy się wrażeniami czego nie zrobiłem ja, to chciałbym podzielić się z Tobą tym, czego Ty nie zrobiłeś). Jasne – recenzja była słaba, ja wszakże też byłem słabszy w te klocki. Ale zapewniam Cię – byłem szczery i analityczny. A to, że Tobie się nie podoba porównanie niestety nie ma wielkiego znaczenia. Sugerując mi, abym cofnął się w czasie i zauważył Twoją inspirację powieścią Na zachodzie bez zmian jest niezbyt na miejscu. Bo też chyba nie masz na myśli posiadania jawnego wpływu na kształt jakichkolwiek recenzji? Nie sądzę, abyś chciał w to ingerować, po prostu wewnętrz buntujesz się przeciw pewnemu mechanizmowi pisania recenzji. Zgadzam się – masz prawo. Tylko zastanawiam się, czemu nie spytałeś recenzentów, czemu akurat do tego, a nie do innego porównywali? Wiem, jak idiotyczne może wydawać się porównanie do Shadowruna, ale gdybyś chciał, mógłbym odpowiedzieć.

Nie mam zamiaru swoją odpowiedzią uruchamiać jakąś lawinę krytyki na Ciebie (faux pas popełniłeś ogromne odnosząc się do recenzji swojego tekstu), ani też nie chcę wywoływać dyskusji na temat kondycji recenzentów. Sam staram się ciągle iść do przodu i mogę żałować kształtu pewnych moich myśli, nigdy zaś nie będę się wstydził ich sensu oraz ich prawdziwości. Były zawsze przemyślane.

Za to ja nie do końca wiem, czy Ty przemyślałeś swój wpis dotyczący inspiracji Zmiany. Maćku, ten tekst przecież sam się broni! Po co Ty chcesz jeszcze go w czymś ratować? Piekło ubrukowane jest dobrymi intencjami, pamiętaj. A recenzenci to i tak wszy. Nie ma się czym przejmować.

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: