Właśnie czytasz
Ciekawostki, Fajkowo, soliloquia

Tytoń fajkowy

Mamy nowy, młody jeszcze rok (chociaż starzeje się z dnia na dzień), a więc najwyższa pora na kolejny wpis. Dawno nie pisałem już o fajczarstwie – nie należy dłużej zwlekać.

W poprzednich odcinkach kącika fajczarskiego była mowa o niezwykłości towarzyszącej paleniu oraz o wyborze pierwszej fajki. Najwyższy czas więc skreślić kilka słów o tytoniu, jako drugim niezbywalnym elemencie.

Tytonie fajkowe są różne. Od aromatyzowanych poprzez czyste odmiany konkretnych gatunków liści do specyficznej, wędzonej latakii. Zwykle są cięte grubiej niż papierosowe ziele, o czym wspominałem na marginesie przy wcześniejszych okazjach. To nie jedyne, co je różni – bywa, iż tytoń fajkowy w ogóle nie jest cięty i trzeba rozdrobnić go samemu (tak zwana forma plug). W Polsce takowe nie są dostępne w ogólnej sprzedaży, jednak fajczarz, któremu zależy na swojej pasji prędzej czy później znajdzie odpowiednie źródła, tym bardziej, że epoka Internetu umożliwia wiele.

Pierwszym kontaktem z fajkowym tytoniem często bywa palenie aromatów. To chyba dosyć naturalna droga. Zakładając, że fajczarz był wcześniej palaczem papierosów, to szuka on nowych doznań. Tych zaś, którzy nie mają za sobą papierosowej historii, ciągnie do fajki perspektywa spróbowania czegoś, co chociaż w jakimś stopniu byłoby im znajome. Aromat jest dodatkowo dosyć przyjazny – zwykle ładnie pachnie, daje intensywny smak, jest słodki. Najbardziej popularne są waniliowe nuty, jednak bywają smaczki alkoholowe, orzechowe, etc. Ostatnio popalam Peterson XMAS edition 2009 – wyraźna walka między wanilią, a pieczonymi jabłkami. To wszystko powoduje, iż czasem nawet zagorzali przeciwnicy dymu wręcz proszą o zapalenie aromatu.

Moim pierwszym poważnym aromatem (przez pojęcie „poważnym” rozumiem tytoń, który w smaku przypomina tytoń, a nie chemiczne świństwa pokroju Tillbury) był Stanwell Vanilla. Wyraźny smak dojrzałej wanilii, lekko kwaskawy, co akurat mi pasowało. Wyjątkowo słodki i niezbyt nachalny. Zapaliłem go po raz pierwszy w pubie (warte odnotowania, gdyż niedługo terror morderczych-niepalących będzie obecny nawet w takich miejscach) na Kortowie, racząc się tanią lurą przy pustej izbie. Gęsty dym, niesamowity posmak na ustach, jakby cukier skraplał się na wargach. Upiększył mi kawę i odpłynąłem. Od tej pory wszystkie aromaty porównuję do niego i każdy wypada wręcz blado. Chociaż Timm No Name oraz Peterson Sweet Killarney zacnym zielem są, to jednak do Stanwella ciągnie.

Drugą fazą fajczarza jest poszukiwanie nowych smaków. Paląc tylko aromaty może się rychło okazać, że przesyt słodyczy jest ogromny. Poza tym ciekawość nakazuje zgłębiać temat, a każdy poszukujący pasjonata wnet dowie się, iż istnieje coś takiego, jak czysta virginia. W moim przypadku pierwszym czystym tytoniem tego typu był Full Virginia Flake od Samuela Gawitha. Jak widać na obrazku – w płatkach. To było jak objawienie. Rozpoczynając przygodę z fajką nie spodziewałem się, że wrócę do formy czystego tytoniu. Wyobrażałem sobie, że powinno się palić właśnie aromaty, cóż zajmującego może być w próbowaniu tytoniu, który… no właśnie – który po prostu jest tytoniem? Ano moje zdziwienie było ogromne. W porównaniu z aromatami, virginia jest słodka z natury, przy czym jest to słodycz niezbyt nachalna. Urok cały polega na tym, iż przy wolnym paleniu, oddaje cały swój smak, w którym można znaleźć tytoniowe upojenie, a także coś, czego nie dają aromaty – powiew czystej natury. Mówi się, że „virginia się cukrzy”. Po FVF widać to najlepiej, gdyż na płatkach obecny jest biały pył, który można pomylić z jakimś nalotem. Tymczasem jest to właśnie… cukier!

Jest jeszcze jeden stopień wtajemniczenia – latakia. To o tyle mocny zapachowo i smakowo tytoń, że jeśli zagościł już w jakiejś fajce, to nie ma odwrotu – trzeba go palić w niej stale. Wszelkie odmiany virginii oraz aromatów nie będą posiadały własnego smaku w takowej fajce – będą takie, jak latakia. Jest to liść wędzony, stąd w zapachu może być nieprzyjemny, a może wręcz śmierdzieć. Gdy po raz pierwszy otworzyłem puszkę Samuel Gawith Navy Flake (nie znalazłem odpowiedniego obrazka tegoż, więc wrzucam inną La – Perfection tegoż samego producenta), zwątpiłem, czy aby na pewno kupiłem tytoń. Kilka chwil jednak wystarczy na przyzwyczajenie, a powiadam – jest się do czego przyzwyczajać! Mi latakia przypomina mleko! Na podniebieniu jest puszysta i delikatna, zupełnie inna niż można by wnioskować po zapachu. Jest bardzo kremowa i o ile przeżyje się pierwszy szok (to nie może być tytoń!), można palić ją bez ustanku. Świat po spróbowaniu latakii nabiera zupełnie innych barw, przestaje być taki sam. Oczywiście – nie każdemu pasuje, ale warto wypalić chociaż jedną puszkę, aby zweryfikować powyższy sąd.

Old Gowrie jest tytoniem, który definitywnie jest mieszanką różnych gatunków liści, a przy tym nie jest aromatyzowany. To przede wszystkim baza virginii, jednak na sto procent jest tam coś jeszcze. Co? Niewiadomo. Być może pikantny perique. Sam nie wiem, Internet podaje sprzeczne informacje. Czego by tam nie było – jest pyszny. To pierwszy tytoń fajkowy do którego smakowało mi piwo. Mniej słodki, bardziej wytrawny, ale i tak ciekawy. Z każdym następnym paleniem jest coraz lepszy, przyciąga, przyzwyczaja i rozkochuje w sobie. Komplementuję go nie bez powodu – był pierwszym nie-aromatem, jaki spróbowałem. Dzięki niemu otworzyły mi się drzwi do dalszych eksperymentów. Dzisiaj tęsknię za nim na tyle, że postanowiłem, iż będzie stanowił mój tytoń codzienny, wraz z kolejnym, o nazwie…

O nazwie Virginia nr 1 od MacBarena. Nie lubię macbarenów – szczególnie ich aromaty są paskudne. Dla mnie zbyt nachalne, sztuczne i za bardzo chemiczne. Po Black Ambrosii miałem straszny niesmak w ustach, aż dziw, że wypaliłem całą saszetkę… Ogółem – aromaty MacBarena stawiam na równi z Borkum Riffami, bądź Alsbo (dla mnie nie są one tak straszne jak dla większości fajczarzy), czyli mocno średnio z akcentem na źle. Jedno im się jednak udało – właśnie owa Va nr 1. Co tu dużo mówić – mój tytoń codzienny. Nie ustępuje w smaku FVF, posiada nawet więcej barwnych nut – a to cytrusy, a to figi… Przyjemna słodycz, nie wymaga dużo zaangażowania, w sam raz dla nowicjuszy w czystej virginii.

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

9 thoughts on “Tytoń fajkowy

  1. Ja rozumiem, co napisałeś w tym tekście. Obawiam się jednak, że dla niepalących jest to czarna magia. I dla wielu mało oczytanych wieloletnich palaczy fajki wpis może być mało komunikatywny. Mało wyjaśniasz, nie wzbogacasz tekstu o literalne oraz o anegdotyczne informacje.

    Czy w założeniach miał to być tekst dla niewielkiej w sumie grupy ludzi z forum fajkowego, którzy znają Cę „od podszewki”?

    Jeśli nie, to jest to płyciutki artykulik, a trochę szkoda. I Twoich wiadomości, i Twojego pióra :)

    Jeśli jednak tak, to jest ok i możemy co najwyżej w komentarzach podyskutować o gustach…
    Dla mnie obecnie każdy Stanwell to szmelc i „popłoch”, jak się mawia o lichej herbacie. Choć jeszcze niedawno się nim zachwycałem.

    MacBaren poza Vanilią z numerem 1 ma jeszcze kilka świetnych mieszanek, choć ma i paskudne. No ale… de gustibus...

    Mam nadzieję, że wybaczysz szczerość, tym bardziej, że niemożliwe jest, byś sam tego, co napisałem powyżej dyskusji o gustach, nie widział.

    I serdeczności noworoczne bardzo, bardzo szczere :)

    Posted by jalens | Styczeń 9, 2010, 7:46 pm
  2. Na wstępie – Jalens, myślałem, że już Cię fajczarskie grono straciło. Miło mi więc tym bardziej, że gościsz na mym blogu :)

    Widzisz, ten wpis jest niejako próbą pogodzenia dwóch wierzgających w różne strony koni – niczym z platońskiego powozu. Jeden z nich mknie ku prostocie, ku wyjaśnieniom, ku nieustannym wprowadzeniom. Znowuż drugi ciągnie na tory czegoś w stylu fajczarskiej kroniki – to paliłem, tego nie, takie, a takie mam wrażenia.

    Obawiam się, że nie mam tak wyrobionego pióra, abym o tytoniach mógł prawić ciekawiej niż Ty. Przyznam się, iż męczyłem się nad tym wpisem. Chciałem, by i wilk był syty, i owca cała. Wyszło, że wilk się nie nażarł owcą…

    Ale znowuż – cóż innego, prostszego można o tym temacie powiedzieć, jeśli nie swoje własne wrażenia? Zresztą nie mam awersji do dyskusji o gustach, w moim mniemaniu do takowej dąży każda rozmowa. Niemniej jednak pewnie spróbuję o tytoniach jeszcze kiedyś napisać.

    Dzięki za opinię :)

    Co takiego palisz MacBarena, że Ci smakuje?

    Posted by Emil Strzeszewski | Styczeń 9, 2010, 8:26 pm
  3. Pale z przyjemnością Navy Flake, HH Vintage Syrian, a z aromatów za świetny uważam Mixture Scotish Blend.

    Natomiast kupiony sobie na gwiazdkę Uncle Louies Whisky w dużej puszce uważam za „szczał” poza tarczę. No ale przecież ja nie lubię whisky i za cholerę nie wiem, dlaczego to kupiłem… Ale jakoś spalę ze skąpstwa.

    Fajczarskie grono, a przynajmniej wielu miłych znajomych z fajczarzy absolutnie mnie nie straciło. Od kilku miesięcy pogłębiam swoje wiadomości, wertuję internet, sprowadzam pisma, pisemka, książeczki w rozmaitych językach i oglądam obrazki.

    Jak sądzę do końca lutego będą tego efekty. Z powrotem zaprzyjaźniam się z komputerem, jak z maszyną do pisania. I mam nadzieję, że będzie nad czym pogadać. I na czym :)

    Posted by jalens | Styczeń 9, 2010, 10:00 pm
  4. Jako w pełni anonim, niekoniecznie Gal, pozwolę sobie wtrącić swoje trzy grosze w Panów dyskusję, której świadkiem się stałem po przeczytaniu od początku do końca tekstu poprzedzającego sekcję komentarzy. Mnie się powyższy wpis podoba, choć jestem laikiem w sprawach fajczarskich. Prawdą jest, że laikiem z aspiracjami, albowiem od kilku dni tracę wzrok przy komputerze, wyszukując w internecie informacje na temat palenia fajki, lecz ciągle tylko laikiem. Wiem mniej więcej, którą stroną fajkę należy wetknąć w otwór gębowy, poza tym jednak przeżywam kolejny serii trudnych dni, kiedy to zdążyłem kupić fajkę, kiepski tytoń, palić za krótko, za mocno, za szybko… Zmierzam do tego, że całym sobą daję dowód swego niebycia fajczarzem, a mimo to tekst zrozumiałem i przyswoiłem. Dowiedziałem się również z niego wreszcie, cóż to takiego latakia. Sztuka ta nie udała mi się, gdy odwiedziłem forum fajczarskie, którego ważnym i poważanym użytkownikiem jest lub bywa Pan Jalens. Za przyczynę można by uznać fakt, że forum to poniekąd kopalnia wiedzy, a w licznych i krętych korytarzach kopalni łatwo się zgubić, szczególnie jeśli nie jest się górnikiem. Ponieważ, jak zostało powiedziane, każdy ma prawo do własnego gustu, i ja wyrażę się zgodnie z własnymi upodobaniami – na mój gust powyższy wpis blogowy nie prezentuje niższego lub dużo niższego poziomu w porównaniu z licznymi innymi artykułami dotyczącymi fajczarstwa dostępnymi w polskim internecie, ma natomiast tę rzadką zaletę, że pozbawiony jest lekko protekcjonalnej nutki dydaktycznej, jaką – obawiam się – wyczuwam przeglądając fora. Tak więc autorowi wpisu gratuluję przyjemnego w odbiorze i niezbyt przegadanego tekstu, natomiast Panu Jalensowi, skoro już tu „wszyscy jesteśmy” dziękuję za porady, których na forum fajczarskim udzielił jego użytkownikom, a które, jako kilkudniowy fajczarski narybek, zdążyłem w ostatnim czasie znaleźć.

    Pozdrawiam obu Dyskutantów,
    Paweł

    P.S. No to brać się za ten Stanwell Vanilla, czy nie? Ktoś na forum fajkowym, gdzie udziela się również Pan Jalens, polecał ten tytoń, nawet nie wiem, czy nie właśnie Pan Jalens. Jako nowicjusz zamierzam zacząć od aromatów.

    Posted by Paweł | Styczeń 10, 2012, 8:09 pm
    • Pawle (pozwolisz familiarnie, bo ja również rezygnuję z formy „Pan”, Emil jestem, miło mi)!

      Po pierwsze, dziękuję za odwiedziny tej strony. Jeśli masz zamiar zaznajomić się z fajką mocniej, to polecam Ci stronę http://www.fajka.net.pl, na której zresztą również się udzielam pod nickiem Rheged (właściwie, to jestem tam teraz redaktorem), a na której być może znajdziesz nieco bardziej uporządkowane informacje, począwszy od podstaw podstaw, do wiedzy dla początkującego bardzo tajemnej. Fajkanet tworzył również Jalens (on mnie w to wplątał, za co mu dziękuję) i z założenia jest to portalik dla wszystkich fajczarzy. Pisujemy recenzje tytoniowe, fajkowe, robimy wywiady z fajkarzami, informujemy o nowościach, a czasem wymądrzamy się, że podniebienie to już mamy takie, że odróżniamy borówkę od jagody tudzież podajemy współrzędne GPS pól tytoniowych, na których rosły szlachetne virginie, czy przygotowywały się latakie. Zapraszam Cię serdecznie. Ja nie miałem takiej strony, gdy byłem fajczarską nowością, więc polecam Ci serdecznie, a nuż ułatwi parę spraw.

      Po drugie – dziękuję także za miłe słowa odnośnie tego wpisu, ale to naprawdę tekścik, jak dziś uważam, po czasie, z brudnopisu. Uczyłem się na nim i jeszcze kilku innych artykulikach pisać o tytoniach. Dziś sądzę, że już umiem. Porównać możesz sam.

      PS: co do Stanwella Vanilla – już go nigdzie nie dostaniesz, niestety. Z aromatów polecałbym dla przykładu University Flake od Petersona, a jeśli zasmakują Ci bardziej syropowate, to być może Sweet Killarney tegoż samego. Ale wybór dziś masz znaczny. Nie patrz na tanie tytonie. Nie muszą Tobie co prawda nie smakować, ale płacąc więcej masz szansę na lepszy jakościowo tytoń. Ja dziś z aromatów to tylko University Flake od Petersona, Chocolate Flake od Samuela Gawitha oraz jak się uda sprowadzić – Autumn Evening Cornell & Diehl.

      Posted by Emil Strzeszewski | Styczeń 10, 2012, 11:52 pm
  5. Witam Cię serdecznie, Emilu!

    Podniosłem się z podłogi i otarłem łzy rozbawienia, jestem więc gotów, by odpisać na Twój komentarz. Dziękuję, że odpowiedziałeś! Zapewne zastanawiasz się, skąd ten mój wspomniany dobry humor… Otóż przed chwilą zorientowałem się, że swoim wczorajszym, niekrótkim zresztą wpisem skomentowałem wymianę zdań sprzed dwóch lat, będąc przekonanym, iż włączam się do nowo rozpoczętej dyskusji. Niefortunnie – a może wręcz przeciwnie? w końcu przypadek jako zjawisko bywa najlepszym „narzędziem” zdobywania wiedzy, nawiązywania znajomości, znajdowania monet dwuzłotowych na parkingach etc. – złożyło się, że Jalens skomentował Twój artykuł 9. stycznia. Wyraźnie zachwycony świeżością Waszej krótkiej dysputy poczułem niezwykłą potrzebę wyrażenia się, którą natychmiast zaspokoiłem. No bo któż przed podzieleniem się swym wielce zdaniem na temat sprawdzałby rok „produkcji” komentowanych przez siebie tekstów, skoro „styczeń się zgadza”? Tak oto niesiony prądem natchnienia wystrzeliłem swoim wpisem troszkę „ni w tranzystor”. Nic to, cieszę się, że odpisałeś, choć mogłeś tylko popukać się w głowę stwierdziwszy, że oto kogoś poniosło bardzo po niewczasie.

    Zaglądałem i zaglądam na Fajka.net.pl, robię to jednak dość chaotycznie, brak mi metody. W przypadku forów mam ten sam problem, co z Twoją i Jalensa rozmową sprzed dwóch lat – nie sprawdzam dat przy wpisach. Nie mam pojęcia dlaczego, po prostu nie i już. Staram się o tym pamiętać, lecz kiedy tylko jakiś temat mnie wciągnie, na powrót zapominam o datach. Niby niedotkliwe wariactwo, niemniej utrudnia gromadzenie informacji; po prostu niektóre czasem się przedawniają, czego nie rejestruję. Dla przykładu Stanwell Vanilla to tytoń, który przedwczoraj trafił na moją listę „muszę sprawdzić” właśnie po przejrzeniu wpisów na Fajka.net.pl. Szkoda, że wyszedł był z obiegu, bowiem miałem na niego wyjątkową ochotę.

    Zabierając się za fajkę nie miałem zamiaru ciąć kosztów, więc idea kupowania nieco droższych tytoni wcale mnie nie przeraża. Wręcz przeciwnie, pragnąłbym zacząć od najlepszych z najlepszych albo od chociaż od najlepszych z najlepszych kosztujących za gram nie więcej niż fajka z owianego legendą wrzośca, której notabene jeszcze nie posiadam. Nie palę papierosów, biorę się od razu za fajkę bez nikotynowego przygotowania. To, co zapalę, nie musi pochodzić z najgłębszych piekielnych otchłani ani porażać mocą niczym dawne Klubowe. Chciałbym móc doszukać się przyjemności we wciąganiu do ust miłego dymu, na zaspokajanie ewentualnego głodu nikotyny przyjdzie czas później.

    Co do powyższego tekstu, pod którym zaczęliśmy gawędzić, utrzymuję, że jest on naprawdę dobry. Chętnie porównam go z Twoimi nowszymi artykułami, niemniej ten trafił do mnie właśnie dlatego, że jest zwięzły, nie za długi i stanowi miłą odmianę po tekstach opisujących szczegółowo piątą nutę smakową ósmego wciągnięcia dymu prawą stroną ust. Mnie pomógł nieco uporządkować bałagan, jaki wytworzył się w mej głowie po wpakowaniu do niej dużej porcji chaotycznie zbieranej wiedzy. Ktoś początkujący, jak ja, niekoniecznie zrozumie piątą nutę smakową, jeśli ma za sobą palenie raptem dwóch tytoni wybranych „na oko” w pierwszej lepszej trafice, do tego palenie nieumiejętne. Może to kwestia osobnicza, ale zauważyłem, że gdy zajmuję się ciężkimi zagadnieniami z różnych dziedzin i szukam wiedzy fachowej w fachowych tekstach, dobrze robi mi po naczytaniu się „fachowszczyzny” przyswojenie tekstu np. bardzo popularno-naukowego traktującego o tym samym, co „ciężkasy”. Gdy zagłębiam się w szczegóły zagadnień, zapominam niekiedy o idei – głównej przyczynie poszukiwań, tracąc tym samym poczucie sensu dążenia w wybranym kierunku. Twój tekst zadziałał na mnie jak woda z ogórków, wypita na kaca nadwiedzy. Dlatego sądzę, że nie powinieneś go nie doceniać mimo perspektywy, jaką zyskałeś. Rzeczy proste bywają dobre.

    Dobrze, dobrze, rozgadałem się jakbym innych zajęć nie miał. Jeszcze raz dziękuję za miłą odpowiedź i rady, z których na pewno skorzystam. Nie jest też wykluczone, że pozwolę sobie podpytać Cię o to czy tamto, jeśli uznam, że w temacie tytoni i fajek kompletnie się pogubiłem.

    Miłego dnia!
    Paweł

    Posted by Paweł | Styczeń 11, 2012, 11:12 am
  6. Bardzo dawno nie widziałem tak ciekawie napisanego i obszernego artykułu. Może i to dziwne ale często polecam go osobą które dopiero swoją przygodę z tytoniem i nie wiedzą co wybrać na start.

    Cieszy mnie że jest coraz więcej osób które doceniają tytonie albo cygara, a nie pala tylko najmniej szlachetną odmianę – papierosy.

    Czekam na kolejny mam nadzieje równie interesujący artykuł.

    Posted by KrolestwoTytoniu | Grudzień 1, 2013, 8:59 pm
  7. Palę fajkę od kilku miesięcy nie jestem zbyt doświadczony. Przez dwa miesiące paliłem tytonie,które polecacie.próbowałem różnych.ale to nie było to.kupiłem poniatowskiego i red bulla zmieszałem oba razem i okazało się że to jest to co mi pasuje.gusta są różne,mój jest taki.

    Posted by Sławomir Pełka | Luty 29, 2016, 3:37 pm
  8. Smakowałem wczoraj waniliowego stanwell’a. Tak, smakowałem to dobre słowo. Jak mówi stare przysłowie pszczół „smak dla mnie, zapach dla wszystkich dymu dla nikogo”-jest to pierwszy tytoń, który zauroczył mnie smakiem, przyjemny zapach pozostał doznaniem miłym, aczkolwiek drugorzędnym. Dla mnie absolutna rewelacja! Polecam, choć niełatwo go dostać.

    Posted by dymion | Marzec 9, 2016, 5:09 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: