Właśnie czytasz
Ciekawostki, Fajkowo, soliloquia

Fajka: jak zacząć

Zanim zacznę następną notkę o fajkach, trzeba mi się wytłumaczyć, przeprosić oraz podziękować. Zacznę od końca: dziękuję wszystkim fajczarzom, którzy tak chętnie komentowali poprzedni wpis oraz poparli ów pomysł prowadzenia zapisków fajczarskich na blogu. Przeprosić chciałbym za kilka niedociągnięć, które pojawiły się wcześniej. To wiąże się również z wytłumaczeniem, iż cavendish to sposób preparowania tytoniu, nie zaś jego odmiana, liście tytoniowe prasuje się do pluga, a dopiero potem tnie się z nich płatki (flakes), a graala co prawda nie jest łatwo znaleźć, ale przy tym wyborze tytoni z pewnością warto jest szukać. Moja culpa, moja bardzo wielka culpa!

Ten wpis skierowany jest ponownie do początkujących fajczarzy (fajczarz zawsze neofitą, lubię sobie powiadać) i będzie traktować o wyborze pierwszej fajki. Na wstępie chciałbym ostrzec fajczarzy z dużym stażem, iż prezentuję tu wyłącznie mój sposób i jako przekonany o własnej słuszności (bezczelny jestem…), będę go forsował. Uczciwie jednak podam inne idee dla początkujących, aby mogli wybrać własną drogą (w fajce przecież o to chodzi).

W fajce, początkowo, najlepsze jest to, iż nie śmierdzi jak papierosy, a i można się spodziewać, że smakuje lepiej. Jedno i drugie jest prawdą, choć nie w każdym przypadku. Prawdą jest też to, że fajka mniej szkodzi – dymem się tutaj nie zaciąga, jedynie bierze się go do ust, smakuje, po czym wypuszcza. Co prawda jest to jakaś forma inhalacji i jako taka z pewnością szkodzi. Jeśli jednak, drogi początkujący fajczarzu in spe, zamierzasz palić, godzisz się na konsekwencje (oraz wszelkie korzyści płynące z palenia także). Jeśli czujesz, że mógłbyś się w fajce zakochać, zaczynasz poszukiwanie pierwszych narzędzi…

Lista rzeczy na start

Z pewnością potrzebujesz więc fajki. Jednak nie samą fajką fajczarz żyje. Potrzeba także pewnych akcesoriów, które umożliwią Ci czyszczenie (fajka nie czyszczona to fajka zasyfiona, chcesz palić syf zamiast tytoniu?) oraz rzeczy pomocnych w paleniu (jak choćby ubijacz do tytoniu, gdyż po odpaleniu tytoń się podnosi i trzeba go ubić). Przyda Ci się więc:
– paczka wyciorów – długie druciki obleczone włoskami (nitkami?), którymi należy czyścić ustnik, przewód dymny, czasem miejsce na filtr, a także wnętrze komina;
– niezbędnik fajczarza – nasi południowi sąsiedzi robią znakomite, metalowe niezbędniki, które składają się z ubijacza, przepychacza oraz łyżeczki do odsypywania spalonego tytoniu podczas palenia;
– opcjonalnie: filtry – są różne… Z balsy, z węglem aktywnym, z pianki morskiej, etc. Służą do ograniczania substancji smolistych w dymie, ale zabierają również sporą część smaku;
– opcjonalnie: kołeczek – służy do tego samego co ubijacz, można nim również zdejmować wierzchnią warstwę popiołu w trakcie komina, na sam początek jednak jest to dosyć trudne, więc polecam niezbędnik rodem z Czech;
– chusteczka oraz kawałek jeansu – chusteczka do wycierania chociażby niezbędnika po czyszczeniu, a jeans do przecierania raz na jakiś czas wnętrza komina. Dlaczego? Żeby zadbać o równą warstwę nagaru, czyli warstwy ochronnej powstałej po spalonym tytoniu. Kiedyś może zajmę się szerzej opisem powstawania nagaru, choć po prawdzie, nudny to temat.

Masz już więc wszystko oprócz samej fajki. Tutaj jest szereg opcji. Wyróżnię trzy: fajki używane wrzoścowe, fajki nowe wrzoścowe, fajki z gruszy. Oczywiście kategorii jest więcej, chociażby fajki z wiśni, czy czereśni, ale pochylmy się nad tymi trzema. Podam wady i zalety każdej z grup.

Moja pierwsza fajka

Niektórzy na start polecają nowe, wrzoścowe fajki, chociażby Savinelli Capitol, Adventure, czeskie BPK (raczej rzadko), czy inne, w miarę „tanie”, a nigdy wcześniej nie palone egzemplarze. Plusem tych fajek jest ich nowość – posiąść swoją własną fajkę, której nikt nigdy nie ruszał, ot czad! To wyjście dla „estetów”, którzy brzydzą się palić po kimś. To również opcja dla tych, którzy nie potrafią odnawiać fajek (a nowości raczej nie potrafią tego robić, prawda?). Minusem jest to, iż zwykle takie fajki posiadają prekarbonizację, czyli ktoś w fajkarskim warsztacie maznął je specjalną farbą wewnątrz komina, aby ułatwić opalanie. Internetowe sklepy podają, że fajek z karbonizacją nie trzeba opalać. To bzdura. Każdą fajkę należy opalić. Opalanie jest często długim procesem, w którym wnętrze komina pokrywa się warstwą ochronną (szerzej o tym temacie w innej notce). Karbinozat zmienia smak palonej fajki – nic dziwnego, to przecież farba. Moim zdaniem skuteczniej (chociaż z pewnością dłużej), ale i smaczniej opalać czyste drewno. Karbonizat należy zdjąć papierem ściernym. To minus nowych fajek. Następną, nawet chyba największą, ich wadą jest cena – nierzadko ponad 100 złotych. I tutaj pojawia się pytanie – czy fajczarz-neofita, ktoś kto ledwie podejrzewa, że palenie fajki może go wciągnąć (przecież wcale nie musi), powinien pozwolić sobie na ten wydatek? To często pieniądze wydane w błoto – skąd pewność, że fajczenie się spodoba? Skąd wniosek, że będzie na nie czas? Przecież taką fajkę łatwo można zniszczyć, ot chociażby – przepalić ją na wylot. I wtedy co? Portfel biedny, komin pusty, mina zniesmaczona – „a przecież miało być tak pięknie!”. Fajki nowe nie są dla nowych, oto moja opinia.

Stare, używane fajki wrzoścowe są za to tańsze, ale i odpowiednio do obniżonej ceny dostajemy obniżony standard. Fajki te były palone, często są w bardzo złym stanie. Wystarczy spojrzeć na allegro, ile wiekowych fajek nie zostaje kupionych ze względu na ich kondycję. Niektórzy fajczarze traktują fajki jak frytki – jedzą ustnik, trzymają go w zębach, gryzą, dziurawią. Inni syfią w kominie – na przykład nie czyszczą, co może doprowadzić do tego, iż fajka będzie po prostu kwaśna, będzie śmierdzieć węglem, albo co gorsza – Tillburym (każdy fajczarz spotkał na swojej drodze to coś, poguglajcie, mości nowości, a dowiecie się, o co chodzi). Jeszcze inni potrafią fajkę poobijać tak, że w ogóle przestanie przypominać ona siebie przypominać… Z drugiej strony – wśród egzemplarzy z drugiej ręki można znaleźć prawdziwą perełkę. W chwili, w której to piszę na Allegro znajdują się cztery bulldogi (bulldog to jeden z ciekawszych kształtów fajek), każdy tani jak barszcz, a producenci ich są naprawdę zacni. Jeśli ktoś umie restaurować używane przedmioty, jeśli chce spróbować renowacji – raj na ziemi. Co prawda niektórych rzeczy nie da rady odnowić albo koszt naprawy wyniesie więcej niż sam zakup nowego egzemplarza, ale kilka, na które właśnie patrzą… Heh, szkoda, że aktualnie nie śmierdzę grosiwem… Bądźmy jednak szczerzy – kupowanie fajki używanej to loteria. Na dodatek możliwe jest to raczej przez Internet (no, chyba, że kiermasze staroci w dużych miastach), gdzie nie można fajki wziąć w dłoń, obejrzeć pod lupą, włożyć do ust… Nie radziłbym tej drogi fajczarskim nowościom – można niepotrzebnie wydać pieniądze oraz zdziwić się, iż nasza ukochana fajeczka wcale nie jest taka, jak nam się wydaje… Nie mamy też żadnej gwarancji, że uda nam się renowacja, która jest kolejnym wydatkiem pieniężnym (a to bejca, a to wosk do polerowania, a to frez do zdejmowania nagaru…). Koszt zakupu takiego produktu nigdy nie jest kosztem końcowym. Nie polecam na początek.

Fajki z gruszy za to są chyba najbardziej opłacalną inwestycją początkującego fajczarza. Niżej podpisany ma dwie i sobie bardzo chwali, chociaż musi przyznać, iż już nigdy w życiu żadnej gruszki nie kupi – wrzosiec po prostu smakuje lepiej. Nie ma jednak to tamto – niewytrawiony fajczarz, nowość, nie rozpozna różnicy między wrzoścem, a gruszą. Albo będzie ona dla niego nieuchwytna, albo on sam nie będzie wiedział, czego szukać w fajce. Zasiada się do pierwszego palenia w pewnej obawie, przestrachu i ciekawości – jednak bez sprecyzowanych oczekiwań, gdyż nie wie się, najzwyczajniej w świecie, jak fajka powinna smakować. W Polsce mamy niezłe zaplecze gruszeczek – można poeksperymentować z kształtem, długością, etc. No i ta cena – dwie, maksymalnie trzy paczki papierosów – to całkowity koszt takiej fajki. Bledną przy tym wszystkie wady (początkowo), jak źle nawiercony przewód dymny (zwykle zbyt wysoko w stosunku do dna), miękkość drewna, brak odporności na przegrzewanie się. Nie łudźmy się jednak – każdy nowonarodzony fajczarz musi nauczyć się palić. Gruszki to dobra droga, bo to najlepsza jakość za tą cenę w kategorii fajek nowych, nigdy wcześniej nie palonych (konkurować z tym mogą tylko wrzośce secondy z firmy Denicotea – zaskakująco solidne i smaczne pomimo nadmiaru kitowań i toporności wykonania) – a że tanie, więc nie żal zniszczyć. Potem można na nich potrenować renowację.

Poza tym nie ma żadnej reguły – niektóre tytonie lepiej smakują w gruszach (odkryłem iż moja najstarsza gruszeńka o wiele lepiej oddaje charakter aromatu Peterson Sweet Killarney niż jakikolwiek mój wrzosiec, a mam cztery), inne we wrzoścu (nie wyobrażam sobie palenia latakii w gruszy), a cena jest często bardzo łudząca (mega drogi Peterson wykonuje co prawda fantastyczne estetycznie fajeczki, ale ze źle nawierconym przewodem dymnym…). Ktoś nowy może się bardzo mocno przejechać na nieprzemyślanym wyborze. Tu nie istnieje zasada, że im droższe tym lepsze. Najmniejszy niuans może zdecydować o smaku fajki i jej kondycji (ot, chociażby lakier na drewnie – czyste zło).

Ten wpis na pewno nie wyczerpuje tematu, raczej tylko go podszczypuje, niczym jakiś natrętny chłopak dziewczynę. Zanim kupicie swoją pierwszą fajkę, spytajcie starszych stażem fajczarzy. Możecie ich znaleźć chociażby na fajczarskim „Forum Polskiej Fajki„. Przeczytajcie też literaturę źródłową – poradniki dla początkujących są szeroko dostępne w Sieci.

Koniec słów świętych na dziś, następny wpis będzie traktował o tytoniach. Do przeczytania!

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

2 thoughts on “Fajka: jak zacząć

  1. Bardzo zwięzły i treściwy skrót najważniejszych wiadomości. Notka o budowaniu nagaru to dobry pomysł, może i ja dowiem się czegoś nowego. Czekam z niecierpliwością.

    Posted by Alan | Grudzień 4, 2009, 11:25 pm
  2. jeśli chodzi o fajki z gruszy, to masz absolutnie rację! Dobrze utrzymana fajka z gruszy (Bróg np!) to jest sama przyjemność. Należy tylko palić ją wypełnioną do połowy, żeby komin się zbyt nie grzał. pozdrawiam

    Posted by kemar35 | Styczeń 6, 2010, 10:12 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: