Starocie

Archive for

Piętnaste Creatio Fantastica

Z dniem dzisiejszym na sieci zagościł najnowszy, piętnasty numer Creatio Fantastica. Periodyk w nowej oprawie graficznej, w środku sporo opowiadań (w tym jedno zagraniczne Guido Eekhauta), trochę publicystyki, jak zawsze recenzje i dział planszówek. Do obejrzenia pod tym linkiem.

Ostrołęka płonie (tudzież pierwsze prawo prasowe)

Jeśli istniałby Dekalog Dziennikarza, pierwszym prawem byłoby:
I. Brak informacji to też informacja!
I nie, nie chodzi mi tu o pisanie bezsensownych newsów, notek prasowych, aby tylko wypełnić czymś kolumnę, gdy nadchodzi sezon ogórkowy. To tanie i żenujące, choć też niestety nagminne. Gdy spytałem kiedyś pewnego redaktora, jakich tekstów oczekuje do swojej gazety, odparł mi:
– Nie czarujmy się: czy pani Jasia dzisiaj dobrze spała, czy pies pani Heli zrobił łądną kupę. To chcą czytać wszyscy.
Kłamstwo powtórzone po raz dziesiąty podobno staje się prawdą. Gdy się tymi kłamstwami karmi czytelników co i rusz, w końcu i oni uwierzą, że ta pseudoinformacja jest im do życia niezbędna.
Nie nad tym jednak chciałbym się dziś poznęcać.
Pozwólcie, że przedstawię Wam pewną sytuację…

Godzina 10.00. Dziennikarz wchodzi do supermarketu marki B. Zadanie jest proste: wypytać kierownika sklepu (względnie właściciela, jeśli jest, chociaż dorwanie prywaciarza w firmie graniczy z cudem, bo prywaciarz ma matołów od roboty, sam zjawiać się nie musi) o kilka banalnych spraw dotyczących zatrudnienia. Celem reportażu jest bowiem krótki wywiad największych przedsiębiorców w mieście i porównanie ich oferty. Są wakacje, więc sporo młodych ludzi wraca do domów. Często z myślą o znalezieniu pracy.
Pytania są więc banalnie proste:
– Ilu ludzi jest zatrudnionych w sklepie?
– Jaka jest orientacyjna stawka dla kasjera, magazyniera, itp.?
– Czy zatrudnia się studentów/uczniów na staż, bądź na pół etatu?
– Jak wyglądają warunki pracy w firmie? Jaka panuje atmosfera?
Nie ukrywajmy tego – pytania, choć łatwe, są z gatunku „pozwól mi wejść z buciorami w życie firmy”. Jednak mądry człowiek słysząc te pytania potrafi się chwilę zastanowić i udzielić odpowiedzi, która nie dość, że zgrabnie ominie co bardziej wstydliwe, to jeszcze zapewni firmie darmową reklamę. Nie trzeba przecież mówić, że na zapleczu są karaluchy, a kasę wypłaca się tydzień po terminie zapisanym w umowie o pracę. To są tajemnice firmy, a Dziennikarz o nie nie pyta. Dziennikarz pyta o fakty. Nie ma zamiaru wywołać afery, bo nic by z tego nie zyskał. Bądźmy szczerzy – supermarket marki B. i jego władze to nie Lew Rywin, ani nawet nie Biedronka. Z tego, jak ludzie zarabiają w B. sensacji nie będzie. Tym bardziej, że nikt niezadowolony z pracy w B. się ani do prokuratury ani do mediów nie zgłosił.
Jednak Dziennikarz słyszy, że kierownik sklepu nie jest upoważniony do podawania tego typu informacji. Pada więc pytanie – do jakiego typu podawania informacji jest pan kierownik upoważniony? W odpowiedzi zaskoczona twarz i mała karteczka z numerem telefonu na infolinię sieci supermarketów B. Podobno tam udzielają tego typu informacji.
Dziennikarz więc dzwoni. Jest 10.08.
– Halo, dzień dobry. Jestem Dziennikarzem z Takiej A Takiej Gazety i chciałbym zrobić reportaż o zatrudnieniu w państwa sklepie na terenie Ostrołęki…
– Przykro mi, aktualnie nie posiadamy tego typu informacji.
– A jakiego typu informacje państwo posiadacie?
– Proszę zadzwonić jutro…
Sytuacja w sieci supermarketów marki S. powtarza się.
W supermarketach marki M. to samo.
Nieco inaczej wygląda sprawa w supermarkecie marki G. Tam po prostu nie mają nic do powiedzenia, bo dopiero wrócili z urlopu. Na propozycję, czy nie można by w takim razie wrócić i przypytać w przyszłym tygodniu, odpowiadają:
– Wie pan, ja zostawię rozmowę dla tych, którzy mają coś do powiedzenia.
– Czyli pani nie ma nic do powiedzenia?
Cisza.
– No tak.
Podsumowując: reportaż nie został zrobiony, bo przecież żadna odpowiedź nie została udzielona. Raptem tylko w jednym supermarkecie kierownik był na tyle miły, by wysłuchać pytań.

O to mi chodzi, gdy mówię, że brak informacji to także informacja. Obowiązkiem Dziennikarza jest informować. W tym wypadku wydaje mi się, że jest to już nawet konieczność. Wnioski z tego wpisu każdy wysnuje sobie sam.

I’m back

Od ostatniego wpisu minęło sporo czasu. Jakoś straciłem serce do blogowania (jakbym je kiedyś posiadał), ale nic to. Pora przetrzeć kurz zalegający na tych wirtualnych półkach i zacząć pisać znowu.

Przejrzałem poprzednie wpisy i kilka razy złapałem się za głowę z okrzykiem „co ja wypisuję!”. No, ale w końcu strona ta to raczej brudnopis, więc nie będę łapał na siłę za gumkę i wycierał, com nabazgrał. Po prostu teraz przyłożę się trochę bardziej.

Z tego powodu małe porządki – blog ma nową oprawę. Chyba nieco bardziej przejrzysta. W każdym razie stara przejadła mi się strasznie, a nie mam wielkich umiejętności administratora i nie wyczaruję nic lepszego niż zwykły szablon, który WordPress oferuje.

Postanowiłem trochę zmienić profil – będę teraz pisał także o moim mieście, o Ostrołęce. Po kilku męczących miesiącach w Olsztynie wróciłem na stare śmiecie i postanowiłem sobie odświeżyć znajomość z Scharfenwiese. Kilka obserwacji już poczyniłem. Na dniach można spodziewać się wpisu o supermarketach w stolicy Kurpii. Dodam również podstronę z moimi pracami (specjalnie nie publikacjami, bo jak się okazuje, nie tylko publikuję). Będzie ona na bieżąco aktualizowana. W środku oprócz listy tego, co jest już dostępne do podziwiania (albo i wręcz przeciwnie…), znajdzie się spis prac oczekujących na wyjście. Jest ich trochę, warto o nich wspomnieć.

W takim razie: do przeczytania wkrótce!

Najpopularniejsze wpisy

Odwiedzono mnie

  • 67 114 razy
%d blogerów lubi to: