Starocie

Archive for

The last joke

Joker is dead Nie wiem, czy dobrzy umierają młodo. Jeszcze nie umarłem, więc nie sprawdziłem. Tak sobie myślę, że do tego nie jest mi tak spieszno. Są inne tajemnice świata, które warto poznać teraz, natychmiast. Do przekroczenia ostatecznego progu zawsze znajdzie się czas.

Ale czasem to czas znajduje człowieka. Heath Ledger – lat 28, młody, obiecujący aktor. Grywał w różnych filmach i z różnym skutkiem. Chyba najbardziej znany był z Obłędnego rycerza, choć jego rola w Tajemnicach Brokeback Mountain była znacznie lepsza. Tej notki jednak by nie było, gdyby nie pewien szczegół. Choć Ledger zdecydowanie należał do moich faworytów i uważałem, że ma przed sobą świetlaną przyszłość, to nie pisałbym o nim, gdyby nie jego dzisiejsza śmierć i…

I Joker.

Pamiętam scenę z Kruka, w której spada Brandon Lee. Jak się okazało spadał ku swojej śmierci. Umarł od kuli, która jakimś trafem znalazła się w broni podczas kręcenia scen. Od niego należałoby zacząć tą notkę. On pierwszy odszedł z wymalowaną twarzą demonicznego bohatera. Heath jest następny.

Mam wrażenie, że teraz zbuduje się na nim drugą legendę. „Oto ten, który umarł jako Joker”, choć odszedł w pokoju hotelowym już po zakończeniu zdjęć do The Dark Knight, tak jak Brandon umarł jako Kruk. Nie wiemy jeszcze, czy Heath zasłużył sobie, aby zapamiętano go w swej ostatniej roli, ale…

…ale czas wiedział lepiej.

Szczęśliwej podróży do gwiazd Jokerze.

The last joke

Reklamy

„Gliniany golem” za kwartał w FWS

Rok pisania, pół roku poprawiania – tyle trwa mój proces twórczy. Sądzę, że już go raczej nie skrócę, ewentualnie wydłużę, ale w planach na ten rok przewiduję skończenie dwóch tekstów i gruntowne poprawienie jednego napisanego jakiś czas temu. Jeśli gwiazdy będą sprzyjać, może się uda. Zobaczymy.

Rok pisania, pół roku poprawiania – tyle trwało tworzenie „Glinianego golema”. Moje najnowsze dziecię rozpocząłem latem 2006, a ostateczną kropkę wieńczącą dzieło postawiłem zimą 2007. Tekst pisany był w Ostrołęce, Olsztynie i… na Guernsey, wyspie Victora Hugo, na której swego czasu zdarzyło mi się zmyć parę naczyń, by zarobić kilka funtów na przysłowiowy kieliszek czarnego chleba w Polsce.

Rok pisania, pół roku poprawiania – łącznie półtorej roku pracy nad jednym tekstem. Półtorej roku chęci, niechęci, potu, łez, krwi z moich żył, aby dopieścić opowieść, wygładzić styl, mieć w pełni logiczny wywód i frapującą fabułę. Opłaciło się – „Gliniany golem” ujrzy światło dzienne w Fantastyce – Wydaniu Specjalnym za kwartał. Maciej Parowski przyjął tekst, a ja poczułem, że mogę pisać dalej. Ucieszyłem się zdecydowanie bardziej niż miało to miejsce za czasów mojego debiutu literackiego w Magazynie Fantastycznym. Przekroczyć progi NF nie jest w końcu tak łatwo. Aczkolwiek zapewniam wszystkich – warto. Satysfakcja jest wprost proporcjonalna do oczekiwań.

„Gliniany golem” to steampunk dziejący się na terenie Prus, w Kortau. Kiedyś był tam szpital psychiatryczny, dziś dumnie stoi kampus studencki Uniwersytetu Warmińsko-Mazurskiego. Niegdyś Kortau było wioską nieopodal Allenstein, dziś już jest dzielnicą Olsztyna. Jeśli ktoś ma ochotę zobaczyć miejsce, które niecały wiek temu gościło chorych na umyśle, niech wypatruje budynków z czerwonej cegły. Są to właśnie ich domy. Jest to ich lazaret.

Przez ostatnie półtorej roku był to także mój lazaret, tam mieszkała moja wena. A za kwartał zamieszka ona w duszach czytelników, których (mam nadzieję) „Gliniany golem” urzeknie.

Odwiedzono mnie

  • 63 711 razy
Reklamy
%d blogerów lubi to: