Właśnie czytasz
Recenzje

Pierwsza Trójca polskiej dekady filmowej

Psy Jeśli miałbym wskazać najważniejsze filmy polskiego kina w ostatnich kilkunastu latach nie miałbym wielkiego problemu. Było ich po prostu jak na lekarstwo. Tak się składa, że rodzima kinematografia tonie w bajorze byle czego i niespecjalnie widzę na to radę. Nasza filmowa twórczość jest ledwie łupiną orzecha na burzliwym oceanie światowym. Nie zmienił tego Oscar dla Wajdy, nie zmieniła tego nominacja do Oscara dla Bagińskiego. A gdy już pojawiła się perełka, została przemilczana. Oczywiście niesłusznie.

Należę do pokolenia, które miało dostęp do telewizora od dziecięcia. Teoretycznie rzecz ujmując należę do generacji mediów. Mój charakter kształtowały bardziej, bądź mniej kultowe filmy, lepsze, bądź gorsze dialogi w tychże, błyskotliwa lub denna gra aktorska. Mogę chyba powiedzieć, że na równi z literaturą, ulicą i komiksem, wychował mnie film.

I patrzę sobie na te polskie kino i nawet kląć mi szkoda. Uśmiecham się tylko w nielicznych przypadkach i właśnie teraz, ku pamięci, je przywołam.

Nikogo chyba nie zdziwi, jeśli rzeknę, że pierwszym arcydziełem ostatniej dekady są zdecydowanie Psy. To, co zrobił Pasikowski zauroczyło mnie do końca. Widziałem ten film po raz pierwszy mając mniej niż dziesięć lat i od tamtej pory odświeżam go sobie systematycznie. Kreacje Bogusia Lindy, Marka Konrada, Linde-Lubaszenki, te silne, niejednoznaczne charaktery wyryły mi się w pamięci złotymi znakami. Konia z rzędem temu, kto powie ostatecznie czy Franz Mauer był bohaterem pozytywnym, czy negatywnym? Królestwo i ręka księżniczki dla człowieka, który rzeknie, jaka była w nim miara honoru. Niech zgłosi się ktoś, kto zdecyduje, ile było w nim człowieczeństwa, a ile zwykłego skurwysyństwa? Zna ktoś receptę na ubeka? Wie ktoś, jakie było jego życie? A czy ktokolwiek ma pojęcie o tym, czym był dla niego sens istnienia?

Na Psach niektórzy powiesili (nomen omen) psy, w gruncie rzeczy chyba tylko dlatego, iż był to film zbyt hollywoodzki jak na polskie kino i zbyt polski dla samych Polaków. Nikt nie lubi Ubecji. Nikt nie chciał oglądać Ubecji. Siłą rzeczy przenieśliśmy nasze niesnaski na Psy właśnie. Freud dużo miałby na ten temat do powiedzenia

Symetria Symetria – absolutne arcydzieło. Film arcytrudny do zniesienia. Trzymający w napięciu od pierwszej, do ostatniej minuty, choć tak naprawdę akcji tu tyle, co nic. Nie wiem dokładnie jak wygląda sytuacja w polskich więzieniach, ale jeśli tak, jak przedstawia to Niewolski, to jestem w szoku. Śmiem twierdzić, że ten film to polska odpowiedź na twórczość Arofnoskiego. Nakręcony z pazurem, wyśmienity scenariusz, niebanalna historia dzierżąca na swoich barkach karb katharsis – ten film niesie końską dawkę oczyszczającego niepokoju i tragizmu, co musi robić wrażenie. Wszelkie pytania, o byt ludzki, o sens jego istnienia, są tu wypowiedziane nie wprost. Czają się gdzieś na granicy świadomości, po czym nagle wskakują na swoje miejsce, ujawniają się i tworzą ciekawy obraz świata. Każdy z nas, widzów, ma okazję wejść w świat absolutnie obcy, choć przerażająco bliski. Wkładamy głowę pod gilotynę brutalnych zasad, swoiście pojętego honoru i intryg plecionych chyba tylko po to, aby więźniowie mieli co robić. Po seansie Symetrii zacząłem się zastanawiać, czy ta drapieżna obcość jest naprawdę tak niedaleko ode mnie. Czy gdyby kraty celi zamknęły się i za mną, czy zastałbym ten sam horror, w którym musiałbym przybrać rolę monstrum?

Głośniej od bomb Objawienie kina niskobudżetowego, w którym pierwsze skrzypce gra szyderczy humor, wykrzywiony obraz Polaczków i żałośnie smutna refleksja. Ten film to przesada na całego. Mamy zakochanego do bólu w kulturze północno-amerykańskiej wujka warchoła, projektanta uszczelek (kosmopolita i sarmata zarazem – niezwykle pyszne połączenie), jego beznadziejnego, kompletnie zależnego od rodziców, a zarazem butnego synalka Dżefreja; Jagodę – wyszczekaną i głupiutką nastolatkę przechodzącą wewnętrzną przemianę; idealistę Marcina, który nie może się pogodzić ze śmiercią ojca i nie ma planów na przyszłość; jego dziewczynę stojącą pomiędzy wyborem godnej przyszłości zagranicą, a miłością w zapadłej dziurze na południu Polski oraz pogrzeb z muzyką Komet w tle.

Teoretycznie – nie mogło się udać. Film musiał być totalną klapą. Oparty na banalnie prostej fabule, bez przebojowych gwiazd (Magda Schejbal dopiero debiutowała na ekranie), ani nawet malowniczej scenografii, nie mówiąc już o efektach specjalnych. I paradoksalnie – to właśnie były największe atuty Głośniej od bomb. Ten film to wykrzywiona swojskość doprawiona pikantnymi dialogami. Bohaterowie są klarowni i pełnokrwiści. Ich relacje są zaś pozornie jednoznaczne, choć tli się gdzieś pomiędzy promyk niepewności. Nieprzewidywalność – to kolejna cecha tego filmu. Zaskakuje on na każdym kroku, zwroty akcji są przemyślane i frapujące.

A wszystko to podane w buntowniczym, cynicznym tonie, na jaki mógł się zdobyć tylko ktoś, kto wiedział, że jego dzieło zostanie przemilczane. Pofolgował więc sobie. I słusznie.

Reklamy

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

Brak komentarzy.

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: