Właśnie czytasz
Ciekawostki, Fantastyka, soliloquia

The Witcher

Sagę o wiedźminie Geralcie przeczytałem będąc jeszcze uczniem liceum, czyli biorąc rzecz po ludzku, sporo czasu temu (jeśli kilka lat to rzeczywiście dużo), a ujmując ją w kategoriach kosmicznych – króciutko. Od tamtych chwil upłynęło dużo wody z Wisły, wiele książek zostało przeczytanych, parę momentów przeżytych i moje zainteresowanie prozą Sapkowskiego minęło. Geralt co prawda siedzi gdzieś głęboko w mojej pamięci, gdyż jest to postać zbyt barwna, aby pozbyć się jej ot, tak sobie, ale pokrył go kurz czasu. Przestał być na tyle atrakcyjny, aby wracać myślami do dziejów jego i jego kompanii, został wyparty przez inne literackie postacie, a książki ASa przyćmił czar następnych przeczytanych przeze mnie dzieł.

Co prawda kątem oka obserwowałem poczynania nad postacią Sapkowskiego – próby podbicia zachodu (niezbyt zresztą udane, mimo wsparcia takiego tytana wydawniczego jak Golancz) przez Geralta, jego występ w filmie (koszmarnym nota bene…) i wreszcie jego romans z przemysłem gier komputerowych. Łowiłem wieści i przypatrywałem się oceniając jednak okiem dosyć chłodnym – mój zapał do świata ASa wypalił się i byłem w stanie tylko dopingować pisarza, wierząc, że saga o wiedźminie jest naprawdę dobrą pozycją.

Byłoby tak dalej, gdyby nie Vader. Bynajmniej nie chodzi mi tu o ciemne wcielenie Anakina Skywalkera z Gwiezdnych Wojen, ale o zespół. Vader jest (a przynajmniej był, bo według fanów stracił nieco z pazura) wiodącym zespołem metalowym w Polsce, prawdziwą gwiazdą na zachodniej scenie i znakiem rozpoznawczym rodzimej muzyki spod znaku ostrych riffów i rock’en’rollowego życia. I Vader wziął na tapetę Geralta – stworzył teledysk do gry komputerowej The Witcher; piosenka zowie się Sword of the Witcher.

Nie byłoby w tym nic szczególnego, jako, że tytan powinien wspierać tytana (Sapkowski – jeden z lepszych twórców polskiej literatury fantastycznej i Vader – uznany zespół thrashowy), lecz jakoś mi tak niespecjalnie pasuje akurat ten rodzaj muzyki do klimatu opowieści o wiedźminie. Nie powinienem się jednak dziwić, jest to ewidentnie zabieg marketingowy. I wróżę, że będzie to strzał w dziesiątkę. Sądzę, że dzięki tej piosence po grę sięgną nie tylko polscy fanatycy literatury fantasy i książek ASa, ale i ludzie interesujący się muzyką. Możliwy jest też sukces na zachodzie, gdzie sława Vadera znacznie przekracza sławę Geralta i może temu drugiemu tylko się przysłużyć, nie zaś zaszkodzić. W efekcie zachód posłucha Sword of the Witcher, zagra w grę komputerową, a następnie sięgnie do angielskiego wydania Ostatniego życzenia (ang. Last Wish). Być może w końcu komercyjna Europa zobaczy urok niegdysiejszej gwiazdy polskiej sceny science-fiction. A tego chyba chcemy. Sukces nam się wręcz należy.

Choć wolałbym soundtrack w stylu Tales of the Witcher Adama Skorupy (poszukajcie, a znajdziecie), to jednak muszę przyznać, że utwór Vadera mi się podoba. Jest to piosenka w nieco odmiennym stylu, niepodobna do dotychczasowych dokonań grupy (targetem zapewnie byli młodzi ludzie, więc trzeba było ten wściekły, pierwotny thrash złagodzić jak najbardziej), ale melodyjna, ciekawa i z kopem. Sądzę, że Vader dawno tak dobrze nie grał.

Romans Pitera i spółki z wiedźminem Geraltem nie powinien dziwić. Grupa ma w swoim dorobku płytę otwarcie nawiązującą do mitologii Cthulhu Lovecrafta (jedną z lepszych dodajmy), a tytuł jej: De profundis. Gdzieniegdzie słychać było o inspiracjach członków zespołu, w których dużą rolę odgrywała literatura fantastyczna. To cieszy, bowiem wraz z Vaderem, polska proza s-f może pójść w świat (a przynajmniej dalej niż do Słowacji, Czech i Rosji). Może dzięki temu rodzimi twórcy nabiorą ambicji i w końcu zaczną pisać tak, aby ich utwory miały jakieś walory literackie (nie tyczy to się wszystkich pisarzy polskich, tylko 80%, reszta naprawdę robi coś wspaniałego, że wspomnę tylko o Łukaszu Orbitowskim, Jacku Sobocie, Kubie Nowaku). Zmieńmy wreszcie skórę, bo jak nas odwiedzą goście z zagranicy, aby porównać swoje dokonania z naszymi, to nie wypada, aby z butów wystawała nam słoma.

A klip możecie znaleźć tutaj!

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

8 thoughts on “The Witcher

  1. Ejże, VADER to zespół deathowy. Skąd Ci do głowy przyszło pisac o trashu???

    Posted by Henryk T | Wrzesień 28, 2007, 7:13 am
  2. Ejże, przecież VADER to DEATH metal, a nie TRASH

    Posted by Henryk T | Wrzesień 28, 2007, 7:14 am
  3. Taki niuansik… Vader to death metal, a nie trash. Chociaż Sword of the Witcher może zostać uznane za trash, bądź heavy…

    Posted by pepeK | Wrzesień 28, 2007, 11:44 am
  4. Granica między death a thrash jest niezwykle cienka. Zaś nie wiem w czym „Sword of the Witcher” jest heavy?

    Posted by Emil Strzeszewski | Wrzesień 28, 2007, 2:42 pm
  5. „Granica między death a thrash jest niezwykle cienka”
    He, jakiś przykład? Bo ja ACID DRINKERS a VADERA stawiam na innych półkach.

    Posted by HenrykT | Październik 9, 2007, 12:56 pm
  6. Acidów to ja w ogóle nie wiem na jaką półkę wrzucić ;). Ja porównuję Vadera do Slayera – i muszę przyznać, że sposób grania mają bardzo podobny. A Slayer to death nie jest na pewno.

    Posted by Emil Strzeszewski | Październik 9, 2007, 3:32 pm
  7. Emilu, nie bluźnij. VADER był, jest i prawdopodobnie zawsze będzie DEATHowy. Nazwanie go trash to obraza dla Petera & co. SLAYER to stare dziady, które od lat klepią to samo.

    Posted by HenrykT | Październik 10, 2007, 1:22 pm
  8. Vader to też stare dziady, które na dodatek grają coraz wolniej.

    Nie lubię takich porównań, bo są kompletnie bez sensu. Że jak stary, to już nie jary, tak? Bzdura.

    Wskaż mi więc różnicę w death i thrash. Porozmawiajmy o konkretach, inaczej w tej sytuacji nie da rady. Jako, że Ty jesteś specem od muzyki, więc odpowiedz. Bardzo chętnie znajdę kontrargumenty :>

    Posted by Emil Strzeszewski | Październik 11, 2007, 8:59 am

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: