Właśnie czytasz
Fantastyka, Recenzje

Tajemnice spod waniliowego nieba

Vanilla SkyAlejandro Amenábar, hiszpański reżyser, w 1997 roku popełnił film Abre los ojosOtwórz oczy. Nie było to dziełko najbardziej udane, ale niewątpliwie hipnotyzujące. Historia więźnia, wiecznego hulaki i bogacza, który popełnił mord, którego nie pamięta, mogła fascynować. Nieco sztuczna gra aktorska i nienajlepsze zdjęcia zostały przyćmione przez fabułę, bądź co bądź frapującą. Do filmu wkradł się element fantastyczny, dzięki któremu obraz Amenábara nabrał pazura i przestał przypominać całą resztę ckliwych i nędznych dramatycznych filmów o miłości z tragedią w tle. Hollywood chwyciło przynętę i w 2001 roku mogliśmy cieszyć oczy remakiem, wyreżyserowanym przez Camerona Crowe’a.

Vanilla Sky, bo tak zwał się ów film, nakręcony został z pasją i pieczołowitością, co widać na ekranie. Oprócz niewątpliwie magicznej fabuły posiadał wiele innych cech in plus. Był mniej dosłowny niż jego hiszpański poprzednik i o wiele lepiej zagrany. Wiele rzeczy można mówić o umiejętnościach Tomka Cruise’a, ale rola Davida Amesa, spadkobiercy wydawniczej fortuny, udała mu się w stu procentach. Dzielnie asystowała mu Penelope Cruz i Jason Lee, a prawdziwym hitem była rola Kurta Russella, który pokazał swoje aktorskie możliwości w pełni.

Film był pełen symboli i niedomówień. Pozwoliło to osiągnąć atmosferę tajemniczości i wprowadzało w konfuzję widza. Od momentu wypadku samochodowego Amesa i Julie Gianni (Cameron Diaz) nic nie było jasne i pozornie do siebie nie pasowało. To przyciągało wzrok i wymagało myślenia. Widz musiał być czujny przez cały czas, aby wyłowić każdy szczegół i powiązać ze sobą w jedną całość. Twórcy Vanilla Sky nie chcieli stworzyć filmu, który prowadzi oglądających za rączkę, który daje wszystko na tacy.

Dużą rolę grały tam emocje – szczególnie wyeksponowano wewnętrzną walkę głównego bohatera, który musi zmierzyć się z wewnętrznym dramatem (zabił, czy nie zabił?), a także z ludźmi wątpiącymi w jego uczciwość. Problematyczna miłość, jaką obserwujemy na ekranie, również ma swoje znaczenie – jest motorem fabuły. W Vanilla Sky widać to o wiele lepiej niż w Abre los ojos.

Poza tym film jest niesamowicie smutny. Pokazuje historię nieszczęśnika bez zbędnej pretensjonalności i bez tabu. Uwypuklone są zwłaszcza te momenty, w których sparaliżowany po wypadku Ames wszem i wobec okazuje swoją słabość, kiedy jest żałosny i nieznośny. Przy czym jego walka o odzyskanie fizycznej sprawności nie jest jednoznaczna – z jednej strony chce być znowu starym sobą i idzie pewnie do celu, z drugiej podkłada się co chwila i upada na ziemię pełen rozpaczy i beznadziei. Obie wizje wydają się gryźć ze sobą, ale nie jest tak w istocie. Obie są prawdziwe i trzeba być cierpliwym, zanim opadnie kurtyna skrywająca odpowiedzi.

Vanilla Sky to kawał genialnego kina dramatycznego z elementami science-fiction. Wzrusza, fascynuje, dotyka drażliwych tematów, nie posługuje się schematami. Wywołuje całą gamę emocji – śmiech, płacz, strach. Wytrwały widz (taki, który lubi odkrywać tajemnice) z pewnością nie będzie zawiedziony. To świetny film, zaprawdę.

Advertisements

About Emil Strzeszewski

Pisarz, redaktor, dziennikarz, social media nędza. Założyciel i były redaktor naczelny e‑zinu „Creatio Fantastica”. Publikował w „Magazynie Fantastycznym”, „Fantastyce - Wydaniu Specjalnym”, „Fantasy & Science Fiction” oraz w antologiach „City 1” i „Rok po końcu świata”. Finalista konkursu Uniwersytetu Jagiellońskiego na tekst literacko-naukowy „Futuronauta”. Debiutował książkowo w wydawnictwie Powergraph steampunkową powieścią „Ektenia”. Powieść „Ród” ukazała się nakładem Genius Creations we wrześniu 2014 roku.

Dyskusja

One thought on “Tajemnice spod waniliowego nieba

  1. Szczerze nie cierpię Toma Cruise’a za jego scjentopseudologiczne skłonności, oraz to, jak zachęca do nich towarzystwo Holyshitwoodzkie, ale tutaj wypadł dobrze. Vanilla Sky to jeden z moich ulubionych, żeby nie powiedzieć, topowych filmów. Abre los ojos wyłączyłem po godzinie, widać o(d)porny jestem na postartystyczne, europejskie kino. Tak jak dałeś do zrozumienia, dramatyzm mieszający się z komedią, płacz ze śmiechem, ponadto dobrze zarysowane postaci, nie tylko pierwszoplanowe. Cameron Crowe to specyficzny reżyser. Podobnie zaimponował mi jego kolejny film, Elizabethtown; umie dobrać ścieżkę dźwiękową, przez co przekaz cholernie dobrze oddziałuje na emocje widza. Film zmusza do myślenia.
    Od siebie polecam „Magnolię” w reżyserii pana Andersona, również w roli głównej Tom Cruise. Ten obraz można z kolei podpiąć pod abstrakcję.

    Posted by Kulturalny | Wrzesień 1, 2007, 2:05 pm

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: