Kolejny raz odgrzebuję swój blog. Zakurzony, brudny, ale własny. Pora na jesienne porządki.
Czytając starsze wpisy, nie jeden raz uśmiech pobłażliwości zagościł na mej twarzy. Słabo, panie Strzeszewski, słabo… Z bloga emanuje słodki i duszący zapach czystej amatorki. Nie sądzę jednak, że warto zmieniać cokolwiek w poprzednich notkach. Jakby nie było, to kawałek mnie. Nie zwykłem zamazywać przeszłości. I choć pokusa, by poprawić kilka zdań, albo w ogóle napisać wszystko od nowa, była silna, zwalczyłem ją jakoś. Ingerując w tamte wpisy, czułbym się jak słaba aktorka, która zaczyna poprawiać swój wizerunek od operacji plastycznej. Idąc dalej tą metaforą, wolę zadbać o jakość tego, co jeszcze tu napiszę, chcę być lepszym aktorem, a zacznę od poprawy jakości swego warsztatu. Być może uda mi się zmazać złe wrażenie.
Idea bloga się nie zmienia – dalej bezzałożeniowo, o tym, co akurat w danej chwili mnie nurtuje. Będzie więc różnie. Dużo się działo przez ten czas, kiedy mnie tu nie było. Trzeba zrobić jakiś skrót, pozbierać kawałki życia do kupy, spisać je ku potomności.
Jak wszyscy widzą – to kolejna notka o niczym. Następna, dla odmiany, będzie o czymś. Zapewne jutro, albo pojutrze. Póki co zaaktualizowałem stronę o moich pracach, a także notkę o mnie, bo stara się zdezaktualizowała. No i blog zmienił szaty na bardziej przejrzyste.
Więc do następnego!